Jeśli chodzi o angielski, to zauważyłem, że rodowitego anglika gadającego z prędkością karabinu maszynowego łatwiej nieraz zrozumieć niż kogoś, kto zna ten język jako obcy i kaleczy wymowę.
Oczywiście wszystko zależy od tego, jak bardzo ją kaleczy, ale właśnie z takimi przypadkami się spotkałem. Nawet kiedyś w TV chyba na BBC World jakiś znany polityk mówił tak, że trudno było stwierdzić, czy to angielski.
_________________ (...) The tiny strings inside our genome, they own us, they control us, and they torture us. Do not reproduce, do not support them, bring them to an end. Stop the agony of concious life, eradicate life.
"nie przychodźcie na te zajęcia z założeniem, że nie zrobicie z siebie debili, bo zrobicie"
święta prawda, ogólnie przekrzywianie do granic możliwości swojej twarzy, robienie dzióbków, machanie językiem ustawianie go tak i tak sprawia, że z boku wygląda to bardzo śmiesznie, a jeszcze przeciąganie niektórych samogłosek w sposób nienaturalny, wyolbrzymione wydłużanie wyrazów - brzmi śmiesznie, ale takowe ćwiczenia właśnie się sprawdzają, można wyćwiczyć takie głoski, których w języku polskim nie ma i z którymi Polacy mają wielkie trudności.
_________________ "Dobrze jest, psiakrew, a kto powie, że nie, to go w mordę!"
'A ja lubię zapach narkozy, a najbardziej - gdy jest męska' wszystko gra
można wyćwiczyć takie głoski, których w języku polskim nie ma i z którymi Polacy mają wielkie trudności.
Igzakli ;]
Konkretny przykład: w języku angielskim jest samogłoska, zwana "baranem" albo "preclem" - w transkrypcji fonetycznej wygląda to jak połączone "a" i "e". Dźwięk, którego nie ma w j. polskim i z którym Polacy mają problem. Więc żeby rozciągnąć nam buzie, tak, żebyśmy zaczęli ją prawidłowo wymawiać wykładowca opowiedział nam dowcip o żabce szerokogębnej, gdzie występowała wciąż fraza, którą trzeba było wymawiać ciągnąc szczękę w dół i jednocześnie tak jakby "rozszerzać" usta w poziomie.
Potem powtarzanie "Hanko, Hanko modrooka nie siadywaj u potoka, w potoku się woda toczy, pobieleją Twoje oczy" tak, że wszystkie samogłoski zamienialiśmy kolejno na a, e, i, o, u, ę, ą <te dwie ostatnie to dopiero hardkor xD> itd, itp. Pod koniec nikt nie miał większych problemów z "baranem", bo po takiej gimnastyce szczęki trudno mieć problemy z jakimkolwiek dźwiękiem xD
"Hanko, Hanko modrooka nie siadywaj u potoka, w potoku się woda toczy, pobieleją Twoje oczy"
świetne ćwiczenie, przed chwilą próbowałam na kilku samogłoskach - sama z siebie się śmieje, bo to komiczne było^^ szczególnie takie przejęzyczenia, które powstają przez to, że chcę jak najszybciej takowe zdanie wypowiedzieć, ciekawy sposób na naukę samogłosek i trudny, bo wszystko mi się myli xD
W niemieckim także są takowe trudne samogłoski takie jak "ä", "ö", "ü", które sprawiają wiele trudności, i jeśli nie będzie się ich ćwiczyło to potem wychodzą takowe kwiatki, których nie sposób zrozumieć.
_________________ "Dobrze jest, psiakrew, a kto powie, że nie, to go w mordę!"
'A ja lubię zapach narkozy, a najbardziej - gdy jest męska' wszystko gra
świetne ćwiczenie, przed chwilą próbowałam na kilku samogłoskach - sama z siebie się śmieje, bo to komiczne było^^
U nas też wszyscy leżeli ze smiechu, ale ćwiczenie naprawdę wiele daje. Po kilku próbach można mówić w miarę płynnie, tylko trzeba się pilnować. Wykładowca wyjaśnił nam, że trudność w wymówieniu "precelka" leży w mózgu, nie w samej wymowie - po prostu nie jesteśmy "ustawieni", przyzwyczajeni do wydawania z siebie takich dźwięków. Takie zmienianie samogłosek, w wyniku których powstają dość zabawne słowa pomaga w łamaniu utartych schematów, które mamy wdrukowane:)
ogólnie przekrzywianie do granic możliwości swojej twarzy, robienie dzióbków, machanie językiem ustawianie go tak i tak sprawia, że z boku wygląda to bardzo śmiesznie, a jeszcze przeciąganie niektórych samogłosek w sposób nienaturalny, wyolbrzymione wydłużanie wyrazów - brzmi śmiesznie, ale takowe ćwiczenia właśnie się sprawdzają, można wyćwiczyć takie głoski, których w języku polskim nie ma i z którymi Polacy mają wielkie trudności.
W identyczny sposób ćwiczy się wymowę polskich głosek z którymi, jak się okazuje, Polacy też mają wiele trudności ;]
To dopiero jest jazda, kiedy człowiek uświadamia sobie, że w szkole podle go oszukiwali, bo w języku polskim jest o kilkadziesiąt głosek więcej niż go uczono, ba, że samych samogłosek jest ponad dwadzieścia i że nie sposób ot tak po prostu ich wymówić. Zabawa przednia ;]
Jeśli chodzi o naukę języków obcych, interesującym doświadczeniem były moje lekcje w ogólniaku, ponieważ prowadziła je Białorusinka. Najłatwiej i tak było próbować dogadywać się z nią po angielsku, bo jej łamanej polszczyzny nie rozumiał nikt, chociaż na pierwszej lekcji dowiedziałam się na przykład, że mówienie "senks" jest niestosowne w oficjalnej angielszczyźnie, dlatego powinniśmy mówić "senkju". Zaś kiedy zapytała klasę, co sądzimy, klasa zgłupiała, bo po pytaniu "Łat du ju sink abałt it?" nie mogliśmy dojść do tego, dlaczego mamy tonąć. Albo jaki zlew, do diabła.
Najpiękniejsze zdanie autorstwa naszej pani profesór brzmiało jednak: "Ołpen jur buks pliz, pejdż sirti sri" xD
_________________ Częściej patrzę się na wschód
Chłopiec z rysunkową teczką
Kęsy zimowego słońca
Chłopiec zjada łyżeczką
Wysłany: 2008-03-26, 11:21
Polecający: www.google.com -> Forum ogolnotematyczne
Colorblind napisał/a:
Nie wiem dlaczego nie zwraca się szczególnej uwagi właśnie na fonetykę, która jest dość istotna, jeśli chodzi o wykładowców, którzy sami za bardzo nie potrafią mówić to wg mnie nie powinni nauczać, bo mogą więcej szkód spowodować niż korzyści.
Masz ochotę na wycieczkę do Hamburga albo do Quickborn? ;p
I właśnie fonetyka jest najgorsza do nauki, jeśli uczy się bez nauczyciela, pracując w obcym kraju, rozmawiając z innymi... bez kogoś, kto zwróci Ci grzecznie uwagę na Twoją wymowę.
To dopiero jest jazda, kiedy człowiek uświadamia sobie, że w szkole podle go oszukiwali
a partykuł nie ma? xD
Nori napisał/a:
I właśnie fonetyka jest najgorsza do nauki, jeśli uczy się bez nauczyciela, pracując w obcym kraju, rozmawiając z innymi... bez kogoś, kto zwróci Ci grzecznie uwagę na Twoją wymowę.
To na pewno nie jest łatwe, ale może bardzo pomóc, nawet rok pobytu w kraju, gdzie musisz się posługiwać językiem obcym może wiele dać. Choć nie zawsze w ten sam sposób, np. mój kumpel ma znajomego, który siedział chyba 2 lata w Szwecji, ale po szwedzku ni w ząb nie umie, za to podszkolił angielski w stopniu znacznym ^^ nie miałam okazji posłuchać jak ten ktoś mówi, ale wierzę kumplowi, jeśli twierdzi, że gość sobie radzi ;P
I właśnie fonetyka jest najgorsza do nauki, jeśli uczy się bez nauczyciela, pracując w obcym kraju, rozmawiając z innymi... bez kogoś, kto zwróci Ci grzecznie uwagę na Twoją wymowę.
To sprawia pewne trudności, ale właśnie pobyt w obcym kraju pozwala na osłuchanie się z danym językiem, a to też jest bardzo ważne, samemu także dostrzega się różnice pomiędzy np. wyrazami "Bienen", "binnen". Wiadomo, że jest łatwiej, gdy ktoś nas ukierunkuje w wymowie,bo wtedy można zwrócić szczególną uwagę na to z czym ma się problemy.
sis napisał/a:
To dopiero jest jazda, kiedy człowiek uświadamia sobie, że w szkole podle go oszukiwal
Sol napisał/a:
a partykuł nie ma? xD
nie ma to jak zostać uświadomionym xD
hmm, czy mi się wydaje, czy zostałam subtelnie zaproszona do Niemiec? xD
_________________ "Dobrze jest, psiakrew, a kto powie, że nie, to go w mordę!"
'A ja lubię zapach narkozy, a najbardziej - gdy jest męska' wszystko gra
Problem znam chyba jak mało kto. Jeż nie jestem w stanie nauczyć się żadnego języka obcego. Angielski u mnie leży i kwiczy, nie jestem nawet w stanie sklecić w nim prostego zdania, wszystko przez wieloletnie zaległości. Niemieckiego próbowałam sie systematycznie uczyć i też okazało sie ze nic z tego. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić, że mogłabym rozmawiać w jakimkolwiek innym języku niż polski. Jedyne co potrafię pojąc i robić to gramatyka. I nie jest to sprawa ogólnej głupoty, bo np matematykę umiem naprawdę świetnie, polski też nie sprawia mi najmniejszych problemów i go strasznie lubię. No ale niestety dzisiaj w Polsce nie można zupełnie nic osiągnąć bez znajomości języków obcych (nawet jeśli są ci zupełnie nie potrzebne, masz je po prostu umieć). Nikt nie musi nawet dobrze mówić po polsku, ale po angielsku już tak. Paranoja, a do tego nawet nie można uzyskać na to żadnego papierka tak jak na dysleksję, dysortografie, czy dyskalkulie.
U mnie jest tak, że nie jestem w tym kierunku wybitny, ale jeśli mam motywację, to potrafię się dość szybko języka uczyć. Wszystko zależy od motywacji, bo gdy jej nie mam, to nawet jednego słówka nie daję rady zapamietać.
Jest jeden warunek, żebym się czegoś nauczył. Musi to być z nauczycielem, najlepiej na regularnych kursach. Potrzebuję kogoś, kto pokieruje moją nauką, wskaże błędy itp.
Samodzielna nauka języka nie jest dla mnie. Jestem za leniwy, zbyt niesystematyczny i nie dość uparty. Wiem to, bo próbowałem. Już sporo lat temu rodzice wpadli na pomysł, by mi zamówić kurs ESKK. Na początku szło świetnie, bo mi się chciało. Po paru zeszytach mnie zaczął potwornie nudzić, był monotonny i nie chciało mi się dalej robić. Próbowałem się zmusić (żeby matka nie zrzędziła, że nie robię), ale przestałem robić postępy (patrz pierwszy akapit) i w końcu dałem spokój. Pieniądze na kurs zmarnowane, a o języku wiem tyle, co przed jego podjęciem, czyli nic. Jedyny efekt to taki, że przed chciało mi się go uczyć i mnie interesował, a po tym wszystkim straciłem ochotę na niego. Gdzieś w szafie się kurzy jeszcze segregator.
Dobrze mi zwykle idzie gramatyka, a najgorzej konwersacje. Po angielsku czytam książki, oglądam filmy bez napisów, ale miałbym trudności w takiej zwykłej, codziennej rozmowie.
_________________ (...) The tiny strings inside our genome, they own us, they control us, and they torture us. Do not reproduce, do not support them, bring them to an end. Stop the agony of concious life, eradicate life.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum