cześć!
byłam ze swoim chłopakiem 9 miesięcy. od początku wiedzieliśmy że różnimy się ze względu na podejście do religii katolickiej. on jest bardzo religijny i praktykujący. ja... wręcz przeciwnie. przez cały okres naszego związku starałam się być z nim szczera. mówiłam o swoich poglądach, o planach, o tym co myślę na dany temat. on słuchał i milczał. podejrzewałam że milczy bo ma odmienne zdanie dotyczące chodzenia do kościoła, ślubu...ale wierzyłam że zawsze znajdziemy jakieś pośrednie rozwiązanie, że damy radę. czasem mówiłam mu, że się boję ze względu na to jak różni jesteśmy. jego to nie obchodziło, mowił że wie jak jest, że mnie akceptuje i chce byc tylko ze mną. wczoraj powiedział mi że to nie ma już sensu. że wyobrażał sobie że będzie inaczej, że cały czas się łudził że ja się zmienię. niepotrzebnie na niego naskoczyłam. wszystko zrzuciłam na niego. że mnie okłamał tym swoim gadaniem o akceptacji, że nigdy nie mówił mi co on myśli i czego on chce, tylko zawsze zmieniał temat albo milczal. dlaczego nie może poprostu byc ze mną i mnie zaakceptować? nie mogę sie zmienić, nie mogę zacząć nagle wierzyć. to by było sztuczne i nie bylabym sobą. jednoczesnie chcę z nim być. ciągle ryczę i nie widzę dalej swojego życia bez niego. cała przyszłość wiązała się z nim. teraz to nie ma sensu...
Moim zdaniem to facet tutaj dał plamę. Od początku wiedział jak różni jesteście, a akceptacji Ciebie i Twoich poglądów z jego strony tu nie widzę, wszak sam powiedział, że:
daggga20 napisał/a:
że cały czas się łudził że ja się zmienię
. Z tego co piszesz, Ty raczej zachowywałaś się w porządku, mówiłaś mu co i jak, opowiadałaś o swoich obawach, etc. Ale jeżeli on był z Tobą tylko na zasadzie "bo dziewczyna się na pewno dla mnie zmieni", to w mojej opinii taki związek nie ma sensu.
Wybacz, ale co obcy ludzie na forum mają Ci na to poradzić? Nie no, rozumiemy, jest Ci przykro, rozpadł się Twój związek i tak dalej, ale skoro on zerwał ze względu na różnice, których żadne z Was nie było w stanie przeskoczyć, to znaczy, że jego poglądy faktycznie były dla niego ważne.
Fakt faktem, że mógł o tym mówić otwarcie, od początku, ale teraz i tak już po ptokach.
Nie zachował się w porządku,fakt,ale takie ogromne różnice w ważnych poglądach potrafią faktycznie podzielić.Raczej nie widzę tu żadnego kompromisu,macie swoje zdanie,różne bo różne,ale jest wasze i raczej nic tego nie zmieni.Skoro z tego powodu nie możecie być razem to chyba musisz to przeboleć i zapomnieć..Każde odejście jest ciężkie,Twoje też pewnie,ale w końcu zapomnisz.
_________________ człowiekiem jestem i nic co słodkie nie jest mi obce
Dzielą Was pewne różnice, które można obejść, tylko trzeba próbować, jakiś kompromis znaleźć można, jednak w Waszym przypadku, sami stwierdziliście, że tych różnic nie jesteście w stanie przeskoczyć. On ma swoje podejście do miłości, i jest miejsce na wiarę, która odgrywa znaczącą rolę we wszystkim, co robi, szkoda tylko, że nie pomyślał o tym wszystkim na początku związku, a teraz no cóż jest trochę za późno.
_________________ 'jesteśmy jak bratki pośród pola chwastów'
'W głowie mi się przepaliły wszystkie bezpieczniki, szlag trafił święty spokój, roztrzaskał lczniki'
Jaki kompromis? Chodzenie do kościoła w co drugi tydzień?
A może jakiś kompromis w sprawie seksu przedmałżeńskiego? A skoro mowa o przyszłości to jak miałby wyglądać kompromis w sprawie ślubu czy też wychowania dzieci ?
dokładnie Ci nie powiem, bo mnie ta sprawa nie dotyczy i kombinować nie zamierzam w tej kwestii, wszak wiadomo, że takowy kompromis zależy od nastawienia danych osób, od ich podejścia do wielu spraw, od łączącego ich uczucia, od tego, na czym im bardziej zależy. Jest jednak wiele związków, w których jedna osoba jest ateistką, a druga wierzącą i praktykującą - są razem, są szczęśliwi, więc morał z tego, że można, jeśli się dokładnie przeanalizuje, porozmawia szczerze z drugą osobą to wtedy można znaleźć złoty środek, oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy będą potrafili, a co najważniejsze chcieli takowego środka znaleźć - po prostu wszystko zależy od ludzi.
_________________ 'jesteśmy jak bratki pośród pola chwastów'
'W głowie mi się przepaliły wszystkie bezpieczniki, szlag trafił święty spokój, roztrzaskał lczniki'
Istnieje coś takiego jak duszpasterstwo związków niesakramentalnych. Kompromis jest możliwy, słyszałam o małżeństwie, któremu to pomogło. Wszystko zależy od chęci i tego, jak poważnie podchodzi się do związku.
Cameron napisał/a:
A skoro mowa o przyszłości to jak miałby wyglądać kompromis w sprawie ślubu czy też wychowania dzieci ?
Kiedyś czytałem, że różnice światopoglądowe to jeden z częstszych powodów rozpadu związków. Oczywiście nie udowadnia to, że są one niemożliwe, ale pokazuje, że taki kompromis bardzo trudno wypracować. Jeśli obie strony ze sobą otwarcie i szczerze porozmawiają, poznają oczekiwania i pragnienia drugiej strony, to jest szansa, że uda się stworzyć szczęśliwy związek.
_________________ Strong like the grass
Tall like a tree
Free like the wind
Eternally
Jaki jest kompromis między "wiarą" a "brakiem wiary"? Ja nie twierdzę, że taki związek nie jest możliwy, ale raczej nie opiera się on na kompromisie między "wiarą", a "brakiem wiary".
W sytuacji, którą opisała daggga20 przeszkodą jest to, że chłopak chce się związać z wierzącą. Jeżeli z tego zrezygnuje to to nie będzie żaden kompromis.
Sol napisał/a:
Kwestia tego, jaki sobie wypracują.
Ale tu nie miejsca na kompromis. W przypadku ślubu się przysięga, że się swoje dzieci wychowa w wierze, więc znowu wszystko się sprowadza do wyboru między ślubem, a brakiem ślub. Gdzie tu kompromis? Osoba wierząca, żeby pójść na jakieś ustępstwa musi zrezygnować ze swojej religii, a skoro już raz zrezygnowała to w imię czego ma się upierać przy innych rzeczach?
[ Dodano: 2008-06-08, 13:48 ]
Colorblind napisał/a:
Jest jednak wiele związków, w których jedna osoba jest ateistką, a druga wierzącą i praktykującą - są razem, są szczęśliwi, więc morał z tego, że można, jeśli się dokładnie przeanalizuje, porozmawia szczerze z drugą osobą to wtedy można znaleźć złoty środek, oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy będą potrafili, a co najważniejsze chcieli takowego środka znaleźć - po prostu wszystko zależy od ludzi.
Morał jest taki, że takie związki są możliwe, ale nigdzie nie jest powiedziane, że do tego jest potrzebny kompromis między wiarą a brakiem wiary.
Jeśli obie strony ze sobą otwarcie i szczerze porozmawiają, poznają oczekiwania i pragnienia drugiej strony, to jest szansa, że uda się stworzyć szczęśliwy związek.
Niestety tu rolę szczerej rozmowy i wymiany zdań poprowadziła ona sama,on jedyne co potrafił to milczeć a potem zerwać.Nie rozumiem nawet czego on oczekiwał,jakiej zmiany.Miała nagle uwierzyć w Boga,miała nagle zacząć chodzić do spowiedzi?Poza tym..Bez rozmowy nie ma komrpomisów,no i zdaje mi się też,że nie trzeba być jednej wiary,by mieć podobny pogląd w wielu kwestiach>nie mówię o kwestiach religijnych,poza tym chyba samymi kwestiami religijnymi on nie żył.A on w ogólę nie prowadził takowych rozmów.Więc nie wiem naprawdę czego on oczekiwał,jakich zmian,jakich kompromisów.
_________________ człowiekiem jestem i nic co słodkie nie jest mi obce
Nie rozumiem nawet czego on oczekiwał,jakiej zmiany.Miała nagle uwierzyć w Boga,miała nagle zacząć chodzić do spowiedzi?
wydaje mi się, że on mógł mieć taką cichą nadzieję na to, że jednak ona zacznie wierzyć i wtedy on będzie ze spokojem mógł dalej z nią być, tylko szkoda, że nie przewidział tego, że to nawrócenie może w ogóle nie przyjść, w szczególności, że nie podejmowali tego tematu razem, i razem nie dyskutowali na ten temat.
Cameron napisał/a:
Morał jest taki, że takie związki są możliwe, ale nigdzie nie jest powiedziane, że do tego jest potrzebny kompromis między wiarą a brakiem wiary.
oczywiście, ale czasem jednak on będzie potrzebny, choć trudny do osiągnięcia, ewentualnie któraś ze stron z czegoś będzie musiała zrezygnować, albo dwie strony z czegoś - kwestią taką jest chociażby ślub. Nie wszystko zawsze jest czarne i białe.
_________________ 'jesteśmy jak bratki pośród pola chwastów'
'W głowie mi się przepaliły wszystkie bezpieczniki, szlag trafił święty spokój, roztrzaskał lczniki'
Osoba wierząca, żeby pójść na jakieś ustępstwa musi zrezygnować ze swojej religii
Nie musi rezygnować z religii. Mogą wziąć tylko ślub cywilny, mogą "uważnić" małżeństwo w oczach Kościoła (nie jestem do końca pewna jak to wygląda, ale takie coś jest możliwe). Wystarczy nie narzucać małżonkowi wiary/ateizmu. Różnice w wierze nie są powodem, by nie dawać związkowi szansy. Moja polonistka z gimnazjum była katoliczką, a jej mąż żydem. I mają się świetnie.
Cameron napisał/a:
ale raczej nie opiera się on na kompromisie między "wiarą", a "brakiem wiary".
W porządku, nie na kompromisie. Raczej na akceptacji partnera takim, jakim jest.
Kwestia wiary to kwestia m.in światopoglądu,kwestia zdania na różne tematy i różnego spojrzenia na wiele spraw.A jak on chciał jej stopniowo te spojrzenie zmieniać i nawracać kiedy nawet nie potrafił się odezwać na ten temat słowem?
I to w dość krótkim czasie.Chciał,ale nic nie robił.Samo się nic nie zrobi,tym bardziej w tak ważnej kwestii.Moim zdaniem on dał dupy,szkoda tylko,że teraz ona troszkę pocierpi.
_________________ człowiekiem jestem i nic co słodkie nie jest mi obce
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum