W końcu i ja zdecydowałam się napisać o moim problemie….
zżera mnie on od środka….
a tak bardzo lubię to forum że chyba znajdą się życzliwi ludzie którzy będą potrafili wydać sprawiedliwą opinię i poradzić coś mądrego…
Zacznę może od początku…
Byłam kiedyś na wakacjach, na koloniach tam zakochał się we mnie pewien chłopak….
Ja nie zwróciłam na niego na początku uwagi… był to Lipiec 2001 roku. Jezu już 6 lat minęło
Cudowny pocałunek nad chorwackim morzem przy blasku księżyca wśród szumu fal sprawił że się zakochałam…. Mieszkaliśmy niedaleko siebie (10 domów dalej ) dlatego znajomości tej nie było końca. Ale dopiero po kilku miesiącach zdecydowaliśmy się być ze sobą, tak minęło 7 najlepszych beztroskich m-cy mojego życia… Rozstaliśmy się. Powód? On stwierdził że jesteśmy zbyt młodzi, że jak to prawdziwa miłość to wrócimy do siebie potem… że teraz trzeba się wyszaleć żeby nie psuć niczego…. Ciężko mi było to przyjąć bo trochę dziwne się to wydaje- ale mieliśmy wtedy te 16 lat? Chyba
Oczywiście ciężko było mi się z tym pogodzić….
Sylwester 2003 /2004 rok tam poznałam chłopaka, którego mój były strasznie nie lubił….
Co Moniczka zrobiła? Uznała, że właśnie z nim chce być…. Wszyscy znajomi się baaaardzo zdziwili ale ja w końcu chyba się zakochałam w tym chłopaku… Ale długo nasze szczęście nie potrwało bo wszystko zaczęło się psuć, to było pewne od początku, przecież nie pasowaliśmy do siebie kompletnie… nie wiem jak przetrwaliśmy prawie 3,5 roku ;/ niby długo ale szczęśliwe chwile trwały krótko…. Wyjechaliśmy razem do Anglii- to był już mój pierwszy błąd, bo wszelkie znaki na niebie i ziemi mówiły żebym tego nie robiła- a co najważniejsze serce mi to podpowiadało! Stało się, już nic nie zmienię…. Tam właśnie zaczęło się wszystko psuć między mną o moim eks, a Internet i rozmowy z byłym były dla mnie najważniejszym oparciem w trudnych chwilach pewnego wieczoru po rozmowie z Nim, po wypitej butelce wina i kłótni z chłopakiem (eks) spakowałam się! I chciałam kupić bilet do polski…. Nie stać mnie było akurat w tym momencie A kiedy Eks wrócił do domu z pracy był wyjątkowo miły i znów miałam nadzieje że lepiej z tego nie rezygnować, że może jeszcze da się to uratować…..
Mój były chłopak zawsze był dla mnie przyjacielem i tylko on tak naprawdę mnie zawsze rozumiał….. Ostatnio dowiedziałam się że podobno jak był dzień mojego wylotu to On siedział w domu i miał nadzieje że może jednak nie polecę, że zrozumiem i że zapukam do jego drzwi…. ;( Też mnie kochał…. Jemu też było ciężko, aż w końcu stłumił tą swoja miłość do mnie druga kobietą. Ja wróciłam z Anglii, i było już za późno… Zobaczyłam jak mu dobrze… Wtedy z głupoty pomyślałam że może i ja powinnam jeszcze zawalczyć o mój związek z eks, ale on już nie chciał i tak się rozstaliśmy….. Potem dowiedziałam się że mój były wyjeżdża za miesiąc do Anglii z dziewczyną…. Załamana byłam strasznie… mała iskierka nadziei przecież się dalej tliła…. Ale trzeba było się wziąć w garść i godnie Go pożegnać przecież dalej byliśmy przyjaciółmi…. Żegnaliśmy się chyba przez trzy dni, piliśmy i śmialiśmy się… Najcudowniejsze trzy dni w moim życiu z człowiekiem przy którym czułam się najcudowniej na świecie i czułam się sobą W drugi dzień naszego żegnania spotkaliśmy się na początku sami, nie potrafiłam z nim porozmawiać, nie chciałam mu psuć tego co ma… ale z głębi duszyczki z dna serduszka chciał wydobyć się okrzyk że go kocham i pragnienie bycia razem! nie dałam rady ;/ ale cholera on wiedział…. On zawsze wszystko o mnie wiedział Potrafił mnie prześwietlić wzrokiem jak rentgen…. Powiedział tylko : "Ja ją kocham". Zabił mnie tymi słowami choć musiałam je przyjąć. Przyszła reszta znajomych i udawałam uśmiech jak tylko potrafiłam…..
i pojechał… i teraz ja zostałam tu, sama i cierpię codziennie już tak od dokładnie 2 miesięcy…
Czy myślicie że to kara? Za to że ja nie posłuchałam serca? Że tak zdeptałam i nie poszanowałam prawdziwej miłości?
Nie przeżywaj już. Skończyło się. Młoda jesteś, pewnie nie raz jeszcze się zakochasz. Nie roztrząsaj tego już co by było gdyby, tylko przetłumacz sobie, że już koniec, po wszystkiemu i trzeba żyć dalej. Nie Ty pierwsza, nie Ty ostatnia przeżyłaś taką historię bez happy endu. Pozostaw sobie szczęśliwe wspomnienia, o reszcie nie myśl, minie trochę czasu i będziesz śmigać uśmiechnięta jak wcześniej. Najgorzej się właśnie pogrążyć w opłakiwaniu i wspominaniu i żałowaniu bez końca. Jeszcze zostaniesz emo i będziesz się cięła co drugi dzień z byle powodu. Twardym trza być nie miętkim. Sama zobaczysz. Co Cie nie zabije to Cie wzmocni. Uwierz mi.
Także od jutra wstajesz z bananem na buźce, wyglądasz za okno (wyobraź sobie że jest wiosna ) i myślisz sobie lajf is biutiful, ja też jestem biutiful i wszystko przede mną. Okej? A jak Ci przyjdzie na wspominki to nie myśl łaj oł łaj czemu mnie to spotkało i już tego nie ma, tylko pomyśl, że to były piękne chwile. Bo zapomnieć to nie zapomnisz. Po prostu wyciągnij pozytywy i te pamiętaj. Look at the bright side of life. Na początku będzie ciężko ale to na prawdę da się zrobić. A Ty już początek masz za sobą, przez 2 miechy się już napłakałaś, więc teraz należy się już zebrać do kupy. Ajt?
"bo zapominać latami to mogą fani wiesz kogo"
Przepraszam, że tak ciurkiem i pewnie nie zrozumiale, ale nie mam głowy dzisiaj do układania składnych sensownych zdań itd.
Apc, ale fajna azjatka..
_________________ fuck it, dude.. let's go bowling
Ja to wszystko wiem.... staram się jak mogę, ale ciężko chwilami. Zwłaszcza teraz kiedy sama siedzę w domu.... myślę że jakieś twórcze zajęcie by mi pomogło... ale też ciężko mi sie do czegoś zabrać ;/
Ale nie powiem że się uśmiechałam czytając Twojego posta
pooziomka,
pooziomka napisał/a:
ze zakochasz sie do szalenstwa i zycze Ci tego z calego serca
Zielony_Arti, zastanawiałam sie nad czekaniem......
ale niemożna przecież liczyć na to że Mu nie wyjdzie, nie chce żeby cierpiał, nie chce żeby szukał oparcia... kocham Go... i już wole ja cierpieć, niech On będzie szczęśliwy....
Zawsze mogę sobie zostać starą panną, przecież zawsze lubiłam koty
bo życia bez prawdziwej miłości sobie nie wyobrażam, wole już chyba sama....
No cóż twoja historia to potwierdzenie słów " bierz od zycia wiecej ...jak najwiecej..."
Przykro mi piszac te slowa, ale chyba lepiej bedzie jak zapomnisz o tym przyjacielu. Szkoda, ze zrozumialas to dopiero teraz... lefcz niektorych rzeczy nie da sie przewidziec. Takie niesprawiedliwe potrafi byc zycie. Musisz wziasc sie w garsc i zyc rzeczywistoscia, a nie zludnymi marzeniami. lepiej sie pozytywnie rozczarowac niz otzrymac druga opcje od losu...
słowa które sobie codziennie powtarzam, które w mojej głowie siedzą już od tygodnia i przy których same łzy cisną mi się do oczu:
"Przeszłości nie da się odmienić ani do niej wrócić trzeba po prostu pozwolić jej odejść"
i wiem, że tak trzeba... ale ciężko mi jest...
Bo prawdziwa miłość, taka szczera i czysta zdarza się tylko raz w życiu.....
ale niemożna przecież liczyć na to że Mu nie wyjdzie, nie chce żeby cierpiał, nie chce żeby szukał oparcia... kocham Go... i już wole ja cierpieć, niech On będzie szczęśliwy....
Ale sama wiesz że nie zawsze jest tak słodko jakby się wydywało. Wam nie wyszło im też może nie wyjść.
Dołączył: 27 Lis 2006 Posty: 408 Skąd: ja to wiem??
Wysłany: 2007-11-29, 21:15
Moniczko... musisz to przetrwać... jak już wyżej zostało powiedziane, jesteś młodą osobą, nic Cię nie trzyma... pamiętaj że zawsze możesz kogoś poznać, bo miłość to takie pojebane uczucie, którego sie nie szuka na siłę... ono samo Cię znajduję, często w najmniej spodziewanym momencie... więc głowa do góry, nie ma sie czym przejmować, było minęło... trzeba iść do przodu i nie patrzeć za siebie... powodzenia
_________________ Gość, czy widzisz to co ja ?? Coraz wiecej na tym świecie zła...
Ale sama wiesz że nie zawsze jest tak słodko jakby się wydywało. Wam nie wyszło im też może nie wyjść.
A weź już nic nie pisz.
kochanamoniczka napisał/a:
się uśmiechałam
No i o to chodzi! Ćwicz to. Uśmiechaj się. Co najmniej 15 minut dziennie przed lustrem. Jak buźka nie będzie chciała się uśmiechać sama to naciągaj palcami kąciki ust do góry. Trening czyni mistrza.
Zwłaszcza, że masz dobrze w głowie i wiesz, że trzeba to zostawić za sobą i koniec. Więc kwestia tylko, żebyś się przemogła i z tą myślą pogodziła.
Pamiętaj. 15 minut dziennie..
_________________ fuck it, dude.. let's go bowling
zawsze jest tak, że gdy już sobie postanowię żeby wziąć się w garść i żeby zacząć wszystko od nowa stan ten trwa kilka dni- przeważnie jest to wtedy kiedy imprezuje jednak przychodzą i takie dni kiedy jestem sama i wtedy wszystko wraca... bo to nie jest tak że ja jestem po prostu w nim zakochana... nie! ja Go kocham całą sobą, całym sercem, cała duszą... nie da się zapomnieć, nie da się tej miłości z siebie wyrzucić, bynajmniej ja nie potrafie...
heh myślałam że może gdybym poznała kogoś i wogóle... klin klinem....
i poznałam koleś tak cholernie podobny do mojego Byłego... że potrafiłam się w nim w momencie zakochać ale na szczęście zostałam sprowadzona na ziemie
Teraz wiem że facet to złe rozwiązanie... w każdym szukam Jego cząstki...
fazi napisał/a:
Pamiętaj. 15 minut dziennie..
poćwiczę
dziękuję fazi, za miłe słowa, pocieszenie i otuchę....
I nie zawracaj sobie glowy przyszloscia, ktora nie nadeszla.
Żyj terazniejszoscia i spraw by byla warta wspomnien"
Ida Scott Tylor
kobieta trafiła w dziesiątkę tym zdaniem;)
co do Ciebie, to mogę zyczyć tyko powodzenia w układaniu sobie teraźniejszości:) tak jak ktoś już wyżej wspomniał, jeszcze nie raz będziesz śmiała się na wspomnienie przeszłości;)
trzymam kciuki w ćwiczeniu usmiechania się:)
_________________ Uśmiechnij się. Jutro możesz nie mieć czasu (;
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum