Wysłany: 2008-04-21, 20:53 pomozecie mi to zrozumiec?
Witam wszystkie Forumowiczki i Forumowiczów;) proszę was o wypowiedz na temat mojej sprawy, bo ten facet, cholera, wprawia mnie w takie nastroje, ze sama siebie nie jestem w stanie pojąć...
Jestem z natury osoba nieśmiałą i może nie tak wygadaną, ale uważam ze większych problemów z komunikacja z ludźmi nie mam, i z facetami tez pogadać mogę. tylko czy Wy, dziewczyny tez tak macie, ze jak facet wam się podoba to nagle nie wiecie, co i jak powiedzieć, wzrok ucieka a wy stajecie się sztywne i nazbyt poważne? Bo mnie to już meczy... Myślę sobie: nie skupiaj się na tym, co mówisz i jak się prezentujesz, ale to nie takie proste... Niby słowa jakoś ze mnie wychodzą, ale wiem, że to nie to samo, gdy rozmawiam ze zwykłym kumplem, który tak na mnie nie oddziałuje.
On jest wygadany, otwarty i gadka wręcz powinna iść gładko, ale kurde jest jakoś nie tak jak bym chciała... Ale w tym poście właściwie nie o to teraz najbardziej mi się rozchodzi:)
Wiem, ze ten facet to trudny przypadek i niejeden by powiedział ze powinnam odpuścić... zawsze lubił bajerować laski- przeważnie na imprezach. Ale tak na prawdę w swoim życiu miał tylko jedną, z którą był w związku. I sądzę, ze on też ma spory problem ze sobą... Trochę ze sobą przeżyliśmy, dużo szczerze rozmawialiśmy- zaprosił mnie nawet do kina, wiec ja, może i naiwnie, wierzyłam, ze tym razem intencje ma szczere. Bo jak długo go znam, to naprawdę nie starał się tak chyba o nikogo...
Wierzyłam do czasu, kiedy się od siebie zaczęliśmy oddalać. Nie pokłóciliśmy się, a między nami wciąż było ok., ale wyraźnie już się nie starał... i tu pomyślałam, że może to był mój błąd? jakoś do końca potrafiłam mu zaufać i jego zaloty tylko biernie przyjmowałam, niewiele dając z siebie. Wynikało to tylko z mojego strachu przed nim. I wtedy już coś miedzy nami zgasło.
I znów stwierdziłam, ze może jednak byłam jedną z tych przelotnych dziewczyn. Ale dziwne: na imprezie widział mnie w dość jednoznacznej sytuacji z kolegą. I po tym zdarzeniu był już zupełnie inny... Złośliwy i bardzo przykry w słowach i zachowaniu w stosunku do mnie. Nie chciał powiedzieć, o co tak na prawdę chodzi, ale sytuacje z klubu wypomniał mi dwukrotnie. Wiec może jednak mu zależało?
I tu pytanie do panów: jak się zachowujecie i co czujecie, kiedy dziewczyna, co do której mieliście nadzieję, nagle robi coś, co wam tę nadzieję zabiera, bądź rani i zawodzi na tyle, żeby przestać się o nią starać? Nie tylko z własnego doświadczenia wiem, że dużej części z was włącza się tryb agresji. Jakbyście bali się przyznać do porażki i zranionych uczuć, bo tylko naiwni romantyczni bohaterowie cierpią na zawiedzioną miłość...
Długo pracowałam na odbudowanie naszych dobrych relacji. Cierpliwie znosiłam te złośliwości (z perspektywy czasu to wydaje mi się nawet, ze zachowywałam się jak psina z podkulonym ogonem) Wybaczył. Nawet przeprosił za swoje zachowanie. I znów było i jest dobrze. I ostatnio powtarza się sytuacja dokładnie sprzed roku. Mówią, ze dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi, a kolejnym argumentem na NIE jest jego natura- i tu zastanawiam się czy taki typ do końca jest niereformowalny.
Paranoja... mam 18 lat- mało, a pewnie podczas czytania tego pomyślicie ze mam 12;) Ale akurat Was o to pytam, bo najłatwiej jest zapytać o zdanie kogoś, kogo się nie zna, bo zapewne podejdzie do tematu obiektywnie.
Bo to wszystko takie dziwne jest... Od zauroczenia do miłości jest daleko. I szczerze mówiąc, to ja to zauroczenie bardzo lubię, ale i o miłości marze. A może gonienie króliczka jest fajniejsze? Bo póki co, gonimy się nawzajem. Tylko, ze ja chyba po prostu boję się go złapać?
Lutka pocieszę Cię-Twój post nie wygląda na post 12latki;]
Co do Twojego problemu.W zasadzie nie wiem czego tu nie rozumiesz.Większość osób ma tak,że jeśli stara się o kogoś przez dłuższy czas,a ta osoba (jak sama napisałaś) biernie przyjmuje jego zaloty to każdy po prostu daje sobie z tym spokój.Myślę,że i on mógł pomyśleć,że skoro nie przyjmujesz wręcz jego uwagi,to znaczy,że Ci niestety nie zależy i nie chciał się więcej kompromitować. A potem ta sytuacja w klubie.To go mogło w tym jeszcze bardziej utwierdzić. Choć mogło być tak,że jakąś nadzieję mu zrobiłaś, a całując się w klubie z kolegą brutalnie ją odebrałaś,wręcz zdeptałaś.To mogło (i wcale się temu nie dziwie) go bardzo zaboleć,dlatego stał się złośliwy. Ale wybaczył-świetnie.Tylko jeśli chcesz by coś z tego wyszło,to pokaż też zainteresowanie ze swojej strony.Może tym razem Ty go zaproś do kina,czy też na koncert?Gonienie króliczka jest interesujące przez góra pół roku.Potem staje się uciążliwe,nudne(moje zdanie). Jego natura jest jaka jest,ale to co pokazuje na zewnątrz(to wyrywanie lasek) może jest tylko na pokaz,może ktoś go też kiedyś skrzywdził i tym samym próbuje się obronić przed kolejnym ciosem?Nie kieruj się głównie jego naturą,on może być tak naprawdę całkiem inny!A Ty traktując go ciągle jak kogoś,kto lubi się zabawić dziewczynami też go tym krzywdzisz.Po prostu to olej."Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki" nie znaczy,że nie można do niej wejść,tylko że jak się wejdzie do niej znowu to nie będzie taka sama jak za pierwszym razem..To,że nie będzie taka sama,nie znaczy że będzie gorsza czy lepsza.Podejmij to ryzyko!Lepiej żałować,że się coś zrobiło,niż żałować,że się czegoś nie zrobiło.A Ty jak nie spróbujesz nigdy się nie przekonasz.A może to właśnie miłość?Jeśli nie,trudno,kiedyś znajdziesz ją na pewno.Ale jak nie spróbujesz i nie dasz mu szansy,to on w końcu znudzi się czekaniem na choćby minimalne zainteresowanie..Powodzenia i trzymam kciuki
_________________ człowiekiem jestem i nic co słodkie nie jest mi obce
Leilah- bardzo dziękuję za Twoją opinię;)
Zauważyłam u siebie coś dzisiaj... Że ja go od siebie wręcz odpycham! Skąd mi się to bierze?! Chyba tu nie o to chodzi, że nie chcę jego miłych gestów wobec mnie. Ja się tego boję! To chyba gdzieś tam głęboko w psychice siedzi... Bo ciągle myślę, że się tylko bawi, kiedy jego gesty są zbyt otwarte, a czasami i natarczywe. Nieśmiałość? Może po częsci też... Ale to przede wszystkim obawa. A przecież nie spytam go wprost, czy on się tylko mną bawi... Boję się też pokazać, na co mógłby liczyć z mojej strony. I ciągle coś mnie powstrzymuje przed okazaniem zainteresowania i prawdziwych emocji. Taka reakcja obronna w obawie przed skrzywdzeniem chyba. Wiec problem jest najwyraźniej we mnie. Bo jak sie przestać bać? Nawet mimo tego, że tak bardzo go lubię?
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum