ja w żadne przeznaczenia nie wierzę. wierzę za to w wiele innych rzeczy, o których nie mam zamiaru dyskutować.
a wspomniana przez Ciebie para może tak bardzo kochała się w poprzednich inkarnacjach heh, że gdzieś tam w astralu postanowiłą wcielić się w nowe życie w tym samym czasie.
może ktoś wie o czym mówię. a jak nie to trudno. nie zamierzam udawać jakąś mądrą czy coś. moje zdanie.
_________________ second life syndrome.
secret exhibition. cure for loneliness.
Dołączyła: 01 Maj 2006 Posty: 131 Skąd: psychodeliczny sen.
Wysłany: 2006-05-01, 17:08
Polecający: Nori
Hmm ja doświadczyłam przeznaczenia na własnej skórze, że tak powiem ;P
Najpierw miałam napisane w horoskopie, że spotkam swoją miłość u dentysty, następnie gdy już byłam u stomatologa to okazało się, że moja karta gdzieś zaginęła.. po 5 minutach ją odnalazł mówiąc,że przykleiła się do karty "Karola". Po zrobieniu zęba wychodząc zobaczyłam w poczekalni właśnie tego chłopaka. Odrazu sie do niego usmiechnelam, a on odwzajemnił uśmiech.. Zaiskrzyło momentalnie. Potem znalazlam z nim kontakt przez gg. (to trwalo bardzo dlugo - zanim go odnalazłam ^^). Teraz jest super :love:
Ja nie wierzę w przeznaczenie, horoskopy, wróżby. To wszystko traktuję jako wymówkę dla osób słabych, (przepraszam za stwierdzenie) czasem leniwych, niedojrzałych do podjęcia odpowiedzialności za własne czyny. O wiele łatwiej jest powiedzieć, że nie będę szukał zmian w swoim życiu, bo takie nieszczęście Bog mi zaplanował.To jest łatwe, ale poszukać wyjścia z sytuacji jest o wiele trudnie, a czasem wsytarczy tylko odrobina nadziei, która wszystko odmieni. Wystarczy poszukac pracy, anizeli narzekać, ze dla mojego zawodu już jej nie ma. To jest ucieczka od problemu,. niektórzy wolą, aż samo coś się zrobi, a tak sie nie dzieje. Problemy same się nie rozwiązują.Na wszystko, oprócz tego, jacy się urodziliśmy(orientacja, choroby,częściowo wygląd, ale tylko częściowo, bo wiele można zmienić), mamuy wpływ. na to,czy kogoś spotkamy czy nie , mają wpływ nasze decyzje. Jeśli pójdę do kina, to go spotkam, a jak do teatru to spotkam ją. Nie zawsze wiem, kogo spotkam, ale moja decyzja ma wpływ. Mam nadzieję, że nikogo nie uraziłam. Z góry przepraszam.
_________________ "Ten, kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień."
Wysłany: 2006-09-15, 12:30
Polecający: www.google.com -> Forum ogolnotematyczne
Nie wierze w przeznaczenie... ale czuje sie poszkodowany przez los Rozumcie to w ten sposob - poki co wszystko obraca sie przeciwko mnie... Jesli jest takie cos jak przeznaczenie, to Ten Pan Na Gorze chyba mnie nie lubi
Zupelnie nie wiem czemu mam sie cieszyc z zycia. Im wiecej o tym mysle, tym bardziej mam wrazenie, ze nic mi jednak nie wychodzi, ze sie oklamuje, bo i tak ze mnie nic nie ma, i nic raczej nie bedzie... czy ktos moglby stworzyc moj portret psychologiczny?
O jasne, że sami decydujemy.Zwłaszcza o tym gdzie urząd miasta przydzieli mieszkanie naszym rodzicom -w tym czasie sami nie mamy jeszcze roku.Ha!
Mieszkaliśmy w tym samym bloku, choć miałam zaledwie 6 miesięcy! Później chodziliśmy do tej samej szkoły - choć nasi rodzice wyprowadzili się w inne miejsce 2 ulice od siebie!!), później "kochałam sie " w Jego najlepszym koledze.Aż w końcu dopiero poznałam Go na siłowni po 15 latach nieświadomego "mijania się"!No toż to faktycznie wygląda zupełnie "normalnie" prawda? Każdy od nocnika jest "w pobliżu" swojej drugiej połowy i każdy ja odnajduje!
Ps.piszę "drugiej połowy", bo tak się składa, że od prawie 9 lat jesteśmy razem (od 8 mieszkamy w naszym mieszkanku).
_________________ W TYM PRZEBRANIU IDIOTY JESTEś NIE DO ROZPOZNANIA
Hmm piszecie o przeznaczeniu a ja sama nie wiem czy w nie wierze...znalam chlopaka jak mialam 2 latka..nasze rodziny sie dobrze znaly..ale stracilismy ze soba kontakt na blisko 13 lat...pozniej spotkalismy sie na weselu naszej siostry...ale nic nie zaiskrzylo..rok po tym weselu odezwal sie do mnie..nawet mnie nie pamietal ...zaczelismy sie spotykac...i bylo cudownie..tworzylismy super zwiazek przez 3 lata...az nagle pewnego dnia sie wszystko rozpadlo...chyba zgubily go jego ambicje o dazeniu do bogactwa...bo stalismy sie dla siebie ludzmi obcymi...ale wiem ze ciagle mnie kocha..bylam pierwsza dziewczyna ktora w zyciu pokochal...a od naszego rozstania juz 5 mcy jest sam jak palec..i co ja mam zrobic? wierzyc w przeznaczenie ze jeszcze kiedys bedziemy razem? czy dac spokoj i zapomniec...ale mam takie dziwne i glupie wrazenie ze to jest wlasnie facet na cale zycie..ale nic nie moge zrobic..:(
nihasa kociku, nic na siłę -choć wiem,że to trudne.Jezeli jakieś przeznaczenie jest i macie jeszcze być razem-bedziecie.ludzie odnajdują się nawet po 50 latach!we Francji były 2 takie przypadki : każdy juz dawno załozył swoja rodzinę,pochował współmałżonka, ale teraz... spotkali sie przypadkiem i dalej idą przez resztkę życia razem -bo ileż go zostao jak sie ma 70 lat.Ale to piękne
karolcia :święte słowa - kłótnie moze nie są miłe,ale oczyszczają atmosferę jak nic .a jak się później można zaje pogodzić
związki bez kłótni chyba nie istnieją - i dobrze, byłoby nudno.
a co do idealnych - oj jesli nie ma to ja jestem wyjatkiem od reguły.w różnych związkach była- trwajacych aż po 2 tygodnie! az tu nagla .. na poważnie, w cieżkiej depresji po dłuzszym związku ...spotkałam Go znów...
i tak to już trwa niemal 9 lat...z czego od prawie 8 mieszkamy razem, wiec jestem pewna, że to związek idealny.
Sęk w tym, że znalazłam jak już przestałam szukać i On też przestał...Na pierwsze "kocham Cię" wystarczyło nam tylko tyle dni , ile mija od 27 lutego do 11 marca....i jak widać to nie była pomyłka.
Czego i sobie i państwu serdecznie życzę
_________________ W TYM PRZEBRANIU IDIOTY JESTEś NIE DO ROZPOZNANIA
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum