Wysłany: 2008-07-13, 08:52 Samotna w małżeństwie..;(
Od ponad roku jestem mężatką.. niestety to małżeństwo nie jest udane.. przed slubem mąż starał się o moje wzgledy, szanował mnie.. okazywał uczucia.. myślałam, że naprawde mnie kocha i że tak już bedzie zawsze.. a teraz.. wciaz go nie ma.. zawsze jest coś ważniejszego niż rodzina.. próbowałam juz wiele razy z nim o tym rozmawiać.. ale to nic nie daje.. nie wiem już co robić.. odejsc nie moge, bo mamy male dziecko.. dla ktorego zrobilabym wszystko.. jeśli odejde, bedę musiała iśc do pracy, a malym w tygodniu będzie się zajmować jakaś obca baba.. a w weekedny bedzie go brał mąż.. mi zostaną tylko wieczory, a tego bym nie przezyla.. nie chce tez zeby moj syn, był przerzucany jak zabawka z ręki do reki.. dlatego musze ratowac to małżeństwo.. tylko jak..???
Dołączyła: 11 Mar 2006 Posty: 2385 Skąd: Częstochowa
Wysłany: 2008-07-13, 10:17
Polecający: bierdonka
rozmowa , szczera bez zbędnych kłotni , prosta i otwarta , powiedz mu o swoich potrzebach albo napisz list czy cos , nie wiem , inaczej niz rozmową sie nie wyjasni niczego ;]
A moze on tez ma z tym problem a nawet o tym nie wiesz ? Moze to Ty sie zajęłas za bardzo dzieckiem a nie nim i teraz on sie czuje odrzucony ? I ucieka w prace ? Moze macie nieudane zycie erotyczne i wdarła sie rutyna ? A to dla facetów też wazna sprawa w związku.
Moze własnie powinnas iść do pracy - rozerwac sie troche i przestac mysleć w kołko jak to zle. Dziecko do babci , Ty z męzem spędzasz popołudnie na długich rozmowach i ostrym seksie i bedzie spoko ( chyba ;p)
Wazne by potem starać sie utrzymac lad i porzadek bez zbędnych kłotni.
lolinko, ale ja wlasnie z nim wielokrotnie o tym rozmawialam.. a raczej ja mówilam a on tylko udawał, ze słuchał.. albo nawet nie starał się udawać, tylko wychodził.. ważniejsze jest dla niego zdania kolegow.. za wszelką cene, nie chce być pod pantoflem żony.. a mi wcale nie o to chodzi,... chcę poprostu, zeby był z nami, żeby mi pomagal.. żeby mnie wspierał.. i przedewszytkim szanował.. a on uważa, ze skoro ciezko pracuje, i nas utrzymuje, to moze robic co chce.. chodzi gdzie chce, i wraca kiedy chce.. mam już tego dość.. do pracy nie pojde, bo nie mam z kim dziecka zostawić.. babcia pracuje.. a opiekunce go nie zostawie.. zresztą jeśli mąż mam mnie gdzieś.. to przynajmniej moge czas spędzać z moim synkiem.. a on wynagradza mi wszsytko.. a co do seksku.. to owszem jest, jak są u nas lepsze dni.. czuję sie wykorzystywana.. bo jak on chce się ze mną kochac, to wtedy jest dla mnie miły.. obiecuje wiele rzeczy.. a później jak już dostanie to co chce, to dalej robi swoje..
[ Dodano: 2008-07-14, 07:03 ]
Wczoraj wieczorem znowu gdzieś poszedł, nie mówić mi gdzie.. a gdy poprosiłam go, zeby został i pomógł mi przy malym, to on na to"A co.. inwalida jesteś, ze wlasnym dzieckiem nie mozesz się zająć.." i tak jest zawsze.. kolejna noc nieprzesspana.. przepłakana.. jestem juz taka zmęczona tym wszystkim .. coprawde w ciągu dnia był w domu.. ale taki jakiś nieobecy.. gdy się próbowałam dowiedzieć, dlaczego jaet taki zamyślony.. to tylko zimno mnie zbywał.. a ja głupia staram się.. walcze o niego.. robie wszystko, zeby było mniedzy nami dobrze.. a on co.. mówi, że to nie moja wina.., ze to on jest zły.., ze to jest od niego silniejsze.. no tak.. najłatwiej jest tak powiedzieć.. i poddać się.. nie próbowac się zmienić.. co mam robić.. przecież to on musi chceć się zmienić.. nikt za niego tego nie zrobi.. pozwolić mu się wyprowadzić..?
Podejrzewam ze jestes mloda kobieta,cale zycie przed toba.Nie poddawaj sie walcz przedewszystkim osiebie i o dziecko.Rozwod to nie koniec swiata,a moze jest ktos kto na Ciebie czeka
Rzeczywiście trudna i nieprzyjemna sprawa. Trudno jest komuś doradzać kiedy samemu nie doświadczy się bycia ignorowanym i poniżanym przez męża. To że nawet nie chce z tobą rozmawiać świadczy o tym że mu nie zależy na małżeństwie albo jeszcze do niego nie dorósł. chyba powinnaś mu pozwolic na razie odejść, jeśli naprawdę cię kocha to zrozumie i wróci. Zrobiłaś wszystko ze swojej strony a teraz jego ruch. Czas to najlepsze lekarstwo
w takim przypadku czas doprowadza do rozmyslania i niepewnosci, wg. mnie nie jest zbyt dobrym lekiem na takie problemy.
Głupie gadanie "nic na siłe" tez nie ma sensu. To nie jest "wolne" małzenstwo oni mają dziecko tak? a wiec ono sie najbardziej liczy. freeqwerty, dobrze mówi pomiatanie takim malenstwem nie wyjdzie na dobre.
_________________ "Seks bez miłości to puste doświadczenie. Ale wśród pustych doświadczeń to jedno z najlepszych."
A mnie się po prostu wydaje, że on kogoś ma... , jakąś kobietę jeśli Cię tak traktuje...! Wiem, że może Cię to zaboli, ale tak może być... Wychodzi, nic nie mówi, źle Cię traktuje, ale wcale tak nie musi być... Musisz z nim porozmawiać, bez ogródek, powiedz mu co Ci leży na sercu i nie bój się tego! Chociaż będzie Ci lżej..., albo nastrasz Go, że odchodzisz zobaczysz jak na to zareaguje...?! Jeżeli będzie chciał ratować małżeństwo, znaczy to, że zrozumiał, że zrobił źle! Jeśli będzie zadowolony, że mu to powiedziałaś to może świadczyć o tym, że ma kogoś....
Wybacz, że to pisze, ale tak może być....
W tych rzeczach niestety nie ma nic na siłę. Wszelkie błagania, szantaże, proszenia i inne podchody nic nie zmienią. Ogólnie ciężki przypadek. W każdym bądź razie życzę by wszystko się jakoś ułozyło.
Jestem młodą osobą i mam kwadratowe zero doświadczenia, ale wg mnie to wszystko zależy od jego charakteru. Może po prostu jest przyzwyczajony, że jesteś na jego każde zawołanie i gdy pokazałabyś mu, że jesteś samodzielna i doskonale dasz sobie bez niego radę, to zacznie mu zależeć, bo uświadomi sobie, że powoli Cię traci.
Ale to zależy od faceta, u niektórych to mogłoby przynieść zupełnie odwrotny rezultat - facet zacząłby jeszcze uparciej "uciekać" od Ciebie i dziecka. A może właśnie Twój mąż ucieka od odpowiedzialności, boi się jej? Szkoda, że on nie chce rozmawiać - to mogłoby wiele wyjaśnić, zmienić... naprostować.
Życzę powodzenia w każdym razie i mam szczerą nadzieję że się jednak to małżeństwo ułoży.
ja jestem facetem 30 lat i 7 lat małżeństwa.
powiem Ci że facet to dziwna istota, ale kobieta... Nie daję rad i nie wierzę w "jakoś się ułoży". Moja Żona przed ślubem i przez 7 lat małżeństwa inny człowiek o ostatnie 0,5 roku odmiana zaczęła mieć takie podejście że życie jest zbyt krótkie, że trzeba korzystać itp.I korzystała z 10 lat młodszym kolegą (jest z nim w ciąży) mamy 2 dzieci i da się je wychować nie będąc w chorym związku.
U nas nie ma szans na kompromisy u was można próbować. Nie bardzo patrz w ten sposób że masz małe dziecko bo ono będzie już zawsze- popatrz na siebie i życie przed sobą- czy chcesz tak żyć, czy chcesz coś zmienić czy nie lepiej będzie wam osobno.
Ostatnio zmieniony przez konk 2008-08-04, 10:13, w całości zmieniany 1 raz
Jeśli już teraz czujesz się samotna, to do końca tego małżeństwa (obojętnie ile będzie trwało), będziesz samotna. Widzę, że się boisz zostać sama i szukasz usprawiedliwienia w dziecku. Nigdy nie będzie dobrego czasu na rozwód. Natomiast ja uważam, że im wcześniej, tym lepiej.
Widzę, że się boisz zostać sama i szukasz usprawiedliwienia w dziecku. Nigdy nie będzie dobrego czasu na rozwód. Natomiast ja uważam, że im wcześniej, tym lepiej.
ale dlaczego przez głupote rodziców zawsze cierpią dzieci? Mozna sobie myslec"ojj tam matka dobrze wychowa dziecko" nie prawda, kazde dziecko potrzebuje obojga rodziców. Oczywiscie mozna wychowac je samemu, ale to napewno bardzo duzo kosztuje i dziecko i rodzica.
_________________ "Seks bez miłości to puste doświadczenie. Ale wśród pustych doświadczeń to jedno z najlepszych."
ale dlaczego przez głupote rodziców zawsze cierpią dzieci? Mozna sobie myslec"ojj tam matka dobrze wychowa dziecko" nie prawda, kazde dziecko potrzebuje obojga rodziców.
'nieprawda'
A mając dwoje rodziców, którzy są z sobą na siłę, tylko przez wzgląd na nie i jego rzekome dobro, to dziecko niby nie cierpi?
Nie jest to proste, ale w sytuacji, kiedy nie ma już czego ratować i któraś ze stron nawet nie ma ochoty na żadne reanimacje związku, nie ma sensu męczyć się z sobą tylko dlatego, że jest dziecko. Zresztą jego na dobrą sprawę to nie dotyczy, bo nie traci żadnego z rodziców, którzy nadal mogą się nim zajmować, tyle, że osobno. Nie biorą przecież rozwodu z nim, tylko z sobą.
_________________ Częściej patrzę się na wschód
Chłopiec z rysunkową teczką
Kęsy zimowego słońca
Chłopiec zjada łyżeczką
jesli zwiazek rodzicow jest nieudany, to czy rozwod bedzie czy nie, dzieci i tak beda cierpiec. a z obserwacji, statystycznie lepiej jest dzieciakom, ktorych rodzice sie rozwiedli niz tym, ktorych rodzice musza sie znosic na codzien i oklamywac wszystkich wokol (i siebie) ze tworza normalna rodzine.
moim rodzicom zupelnie sie nie ulozylo i wolalabym zeby sie rozwiedli bo mecza sie w tym zwiazku (ktory jak zwiazek juz wogole nie wyglada, bo nie mieszkaja razem i widuja sie tylko na swieta). rodzice mojego kumpla sa rozwiedzeni i jakos sobie radza.
pewnie nie ma reguly. i to nie tak ze bledem byloby rozwiedzenie sie czy zostanie ze soba.. bledem bylo malzenstwo;
_________________ yeah, I do like open windows
Go forth on your path, as it exists only through your walking.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum