Wysłany: 2007-08-15, 22:26 warjuje, usycham... mam doła... coś jeszcze?
Tak naprawdę jestem tu pierwszy raz, to jest mój pierwszy wpis... i co więcej nigdy nie korzystałam, jak do tej pory z żadnego forum żeby się poradzić.... Dlaczego więc to robie? Wyczerpały się wszystkie bardziej "konwencjonalne" formy.... Przynajmniej dziś to wszystko widzę w takich nieciekawych, szarych barwach... wyciągałam rękę po pomoc- nie uzyskałam odzewu więc jestem.
Nie wiem od czego zacząć... nie chce żeby to wszystko zabrzmiało jakoś banalnie- niczym z brazylijskiego tasiemca (ale obawiam się że niezależnie jakich słów użyję nie uniknę tego)...
Wydaje mi się że się zakochałam (przynajmniej wszystko jest na drodze ku temu)... Hmmm... I znów to słowo "wydaje", niczego nie jestem pewna... Nawet tego czy ja tak naprawdę potrafię kochać. Dlaczego? Otóż dwudziestkę przekroczyłam już jakiś czas temu a ciągle jestem sama. Moim problemem nie jest to że nikim nie potrafię się tak na poważnie zainteresować ale to że zawsze pakuje swoje uczucia pod niewłaściwy adres- marze o kimś z kim, z góry wiem, że nie będę mogła nigdy być... Nie wiem czy robie to podświadomie, czy to tylko przypadek ale zauważam że stało się to u mnie regułą... Zaczęłam się zastanawiać czy to czasem nie jest tak że podświadomie boje się związać z kimś bliżej a te moje zauroczenia (mniej lub bardziej poważne) są tylko dlatego żebym sama nie wpędzała się w poczucie że nikt nie spełnia moich oczekiwań... Pierwszy przykład z brzegu...
Ostatnio myślę o pewnym chłopaku którego "poznałam" stosunkowo niedawno... tzn wiedziałam o jego "istnieniu" już ok kilku lat, ale nigdy nie było okazji żeby się lepiej poznać (zresztą ani ja ani on specjalnie o to nie zabiegaliśmy).... dopiero ostatnio jakoś nasze drogi się przecięły- byliśmy świadkami na ślubie naszych wspólnych znajomych... i z tego też względu widywaliśmy się od czasu do czasu... I tak ni stąd ni zowąd spostrzegłam że serduszko zaczyna niesfornie bić mocniej w jego stronę.... Ale jest jeden poważny problem... On nie jest sam, jest w związku od ok roku. Z opowiadań koleżanki (tej której byłam świadkiem) wywnioskowałam że nie układało im się zbyt rewelacyjnie... rozstawali się kilkakrotnie, ich znajomość była przerwana jego pobytem w wojsku, nie widywali się zbyt często, on czasem żalił się że nie jest tak jakby tego chciał... Aż tu nagle przed kilkoma miesiącami (niemalże równolegle do mojego "uczucia") przyszła wiadomość ,że będą mieć dziecko... po "chwili" szoku zapadła decyzja- będzie ślub...
I co ja w takiej sytuacji mogę zrobić? Do jasnej anielki .... gdyby nie to dziecko które wkrótce przyjdzie na świat może złamałabym swoje zasady i wpakowała się "między nich", ale teraz... teraz nie mogę chyba już nic zrobić.... tylko życzyć mu szczęścia, bo chce żeby był szczęśliwy- naprawdę szczerze... choć teraz mam wrażenie że on trochę nie dowierza że to jest możliwe... A wszystko zakłóca ta myśl, że jest osobą (pierwszą od dawien dawna) z którą tak szybko załapałam kontakt... i wydaje mi się że to spostrzeżenie jest jak najbardziej odwzajemnione...
A teraz mam takiego doła że się w głowie nie mieści... łzy cisną sie same do oczu.... a kiedy zamykam oczy żeby się uspokoić- widzę jego twarz.
Ratunku!
Zastanów sie. On będzie mieć dziecko. Chcesz je skrzywdzić, odbierając mu tatusia?
Poza tym, nie wiesz, jak jest ich w związku, a opowieści koleżanek zawsze lepiej wpuszczac jednym uchem, a drugim wypuszczać.
_________________ to co widzisz w lustrze to nie jest odbicie
to tylko maniera, to nie jest życie
w naszych źrenicach jest za mało boga
a droga jest prosta, czy jest kręta droga
Aż tu nagle przed kilkoma miesiącami (niemalże równolegle do mojego "uczucia") przyszła wiadomość ,że będą mieć dziecko... po "chwili" szoku zapadła decyzja- będzie ślub...
niespodziewana wiadomosc o dziecku,rodziny katolickie to i slub musial byc zeby dziecku "cos" tam zapewnic...nawet jesli rozstawali sie tyle razy to nie musi znaczyc zaraz,ze to moze nie ulec zmianom tym bardziej,ze teraz maja zamiar wziasc slub...najlepiej by bylo gdybys o nim zapomniala,ale to wydaje sie na chwile obecna nierealne ;\ moze rozejrzyj sie dookola?moze jakis inny facet jest Toba zainteresowany,ale jest zbyt niesmialy by do Ciebie zagadac?kto wie...
_________________ bez najmniejszych szans w pijackim szale rujnując cały świat... ^^
moze rozejrzyj sie dookola?moze jakis inny facet jest Toba zainteresowany,ale jest zbyt niesmialy by do Ciebie zagadac?kto wie.
a moze nie warto szukac kogos "zamiast"?
_________________ "I nic nie wiem, i nic nie rozumiem,
I wciąż wierzę biednymi zmysłami,
Że Ci ludzie na drugiej półkuli
Muszą chodzić do góry nogami..."
moze rozejrzyj sie dookola?moze jakis inny facet jest Toba zainteresowany,ale jest zbyt niesmialy by do Ciebie zagadac?kto wie.
Ja myślę że ona teraz nie jest w stanie szukać kogoś innego ale o nim też musi zapomnieć. Poza tym myślę że jest kilku facetów Nią zainteresowanych Tylko ona o Nich nie wie. I sorki że piszę w trzeciej osobie.
Poza tym myślę że jest kilku facetów Nią zainteresowanych Tylko ona o Nich nie wie.
w tekscie ktory zacytowalas/les mialam wlasnie takich facetow na mysli
Cytat:
a moze nie warto szukac kogos "zamiast"?
moze i nie warto,ale nie warto rowniez robic sobie wiekszych nadziei zwiazanych z mezczyzna,ktory ma zone i dziecko a gdzies tam na pewno czeka na nia "ksiaze z bajki"
_________________ bez najmniejszych szans w pijackim szale rujnując cały świat... ^^
ale nie warto rowniez robic sobie wiekszych nadziei zwiazanych z mezczyzna,ktory ma zone i dziecko
z tym się jak najbardziej zgadzam, ale przecież zamiast szukać zamiast może warto uzbroić się w cierpliwość?
_________________ "I nic nie wiem, i nic nie rozumiem,
I wciąż wierzę biednymi zmysłami,
Że Ci ludzie na drugiej półkuli
Muszą chodzić do góry nogami..."
smutna ta Twoja opowieść .....
ale troszkę Cię rozumiem...
jestem w podobnej sytuacji (ale nie do końca)
też już przekroczyłam 20 lata dawno temu i jestem samotna....
gdy poznaje kogoś nowego wydaje mi się na pierwszy rzut oka spoko ale po tygodniu czar pryska ….zaczyna mnie wszystko w nim denerwować …zrywam znajomość…czemu? Nie wiem !!
po jakimś czasie przemyślam sobie wszystko i dochodzę do wniosku że „byłam głupia”
przestałam już wierzyć w to że kiedykolwiek zakocham się
ale wracając do Twojego problemu to uważam że powinnaś oddać się losowi i otworzyć szeroko oczęta bo na pewno spotka Cię jeszcze miłość która czeka na Ciebie
a w tej chwili Twoje uczucie jest „rozpalone” trochę przez zazdrością –tak mi się wydaje – zabolało Cię to że ktoś kto Ci się zaczął podobać ma kogoś a jak się okazuje będzie miał już długie lata
ięc postaraj się zapomnieć – bo tylko będziesz się ranić
Dołączyła: 16 Lip 2007 Posty: 435 Skąd: mam wiedzieć
Wysłany: 2007-08-22, 11:49
Julia, kiedy ja przekroczyłam 20tke też miałam dość tego że jestem sama, właściwie to było na moje własne życzenie- żaden nie był tym moim księciem z bajki o którym zawsze marzyłam. Długo trwało zanim dotarło do mnie że nie ma ideałów i że byc może któryś z poprzednich panów zabiegajacych o moje względy, mógł być tym jedynym.
Myślę że, miłosć jest bardzo sprytna i tak naprawdę przychodzi wtedy kiedy się jej jak najmniej spodziewamy. Musisz być cierpliwa ale i tez nie myśleć o niej w kółko. Przestań idealizować.
Przyjdzie taki moment i odlecisz....
Ps. I nie myśl o tamtym facecie...on już ma swoje życie.Jestem pełna wiary że ludzie są sobie pisani i że jeszcze się odnajdziesz ze swoja połówką:)
_________________ gdy w sercu nosisz złość
zanim wyjdziesz stąd zraniony
zostaw wojnę bo,
bo dokończyć ją możemy kiedy wrócisz tu,
tylko wróć
to ze przekroczylas 20tke nie znaczy ze juz do konca zycia zostaniesz stara panna jak widzisz wiele kobiet jest w identycznej sytuacji chociazby na tym forum i nie popadaja w depresje bo wiedza, ze to nie jest dobry sposob na unikniecie bycia samotnym.
jestes przykladem, ze czesto trzeba brac zycie w swoje rece szkoda tylko ze ty wzielas je za pozno. Przeciez nie mozesz rozbijac ich malzenstwa bo to byloby nie fair.
Moja rada brzmi nastepujaco:
Domyslam się, ze bedzie ci trudno ale chca nie chca musisz zostawic tego mezczyzne, gdyz zycie juz ulozylo mu scenariusz. Pozostaje Ci czekanie na innego mezczyzne a wierz mi jeszcze kieyds bedziesz sie cieszyc, ze to uczynilas
Wszystkie Ci radzimy cos doradzamy pocieszamy ...ale prawda jest taka że tylko łatwo się mówi a gorzej cokolwiek wykonać
Ale na pewno wszystkie tu na tym forum będziemy trzymać kciuki abyś wyszła z tego dołka
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum