Myśle że każdego już po jakimś czasie denerwuje enty post o tym jak jakas szalona 16 bardzo kocha swojego chłopaka ktorego poznala wczoraj ale onm nie zwraca na nia uwagi i biedulka sie łamie i nie moze tego zrozumiec bla bla bla...
A to już jest inna historia. Najlepiej byłoby olewać takie posty, czasami jednak parcie na klawiaturę i napisanie kilku chamskich rzeczy jest silniejsze
Tak się zastanawiam co bym zrobił gdybym miał faktycznie poważny problem... . Przychodzi mi do głowy, że mógłbym powiedzieć rodzicom, albo dobrym kolegom. Tyle, że właśnie niektóre problemy są mocno wstydliwe, że człowiek nie bardzo ma chęć się z nimi dzielić.
Też w pewnym momencie miałem taki problem. Zastosowałem technikę zapomnienia o nieprzyjemnościach. Prawdopodobnie gdybym przywiązywał uwagę do książek psychologów, to bym się dowiedział, że na starość wszystko to wyjdzie i będę znerwicowanym dziadkiem
_________________ Gość chcesz dowiedzieć się więcej o wilkach? Strona dla miłośników przyrody:
www.wilk.boo.pl
Mamy w Polsce tez cos takiego jak telefon zaufania
daj numer :mrgreen:
a co do tego to ja nie mialam przyjaciol ani nikogo bliskiego, bylam 13 letnią dziewczyneczką z ogromnymi problemi (nie z mojej winy a winy taty). Nie mialam sie do kogo zwrócic. Bylam w nowym miejscu zamieszkania (wyprowadzka z domu), mialam klopoty z nową klasą (I gimnazjum - tragedia), z rodzicami (rozwodzili sie), z siostrą (cieła sie) nie mialam nikogo, a ze mieszkalam na wsi to tutaj nawet nie bylo pedagoga (!!!) bylam sama. i ktoregos dnia zalaczyli mi internet. i tu obcy ludzie pomogli mi za co bede im wdzieczna do konca zycia bo bylam w ogromnym dole.
Wiesz nie potrzebowalam nigdy tego gdyz mam grono przyjaciol na ktorych moge liczyc czy sa daleko czy tez blisko. Jezeli potrzebujesz takowego numeru no to poszukaj czego w necie skoro juz go masz badz w ksiazce telefonicznej
_________________ Panie, chciałabym żebyś zesłał na mnie taki deszcz...taki szalony, wściekły, ogromny deszcz...który zmyłby ze mnie wszystkie wyrzuty sumienia...
Nadmierne obnoszenie się ze swoimi problemami faktycznie jest głupie, żałosne, irytujce - no bo przecież kogo to obchodzi, prawda? Ale są takie rzeczy, o których albo wstydzimy sie powiedzieć głośno, albo omawialiśmy już tyle razy i tyle razy słyszeliśmy "nie martw się...bedzie OK", że już się nieodbrze robi i przydałoby się uslyszeć nowy punkt widzenia. W internecie jesteśmy anonimowi, prawdopodobieństwo, że kiedykolwiek spotkamy osobę, której sie wyżalamy jest praktycznie żadne... Czemu nie? Czasem można.
I nie wierzę, że nikt z tych, którzy się tam, u góry, tak krytycznie wypowiadali na temat tego "emocjonalnego ekshibicjonizmu" nigdy nie mieli optrzeby otwarcia się, wyrzucenia z siebie wszystkiego.
_________________ "When one is in love, one always starts by deceiving oneself, and always ends by deceiving others. This is what the world calls a romance." -->O. Wilde
Dołączył: 24 Paź 2006 Posty: 925 Skąd: inąd się znamy...
Wysłany: 2006-12-18, 19:31
Polecający: myszka mi poleci(a)ła...
dysonans napisał/a:
nie wierzę, że nikt z tych, którzy się tam, u góry, tak krytycznie wypowiadali na temat tego "emocjonalnego ekshibicjonizmu" nigdy nie mieli optrzeby otwarcia się, wyrzucenia z siebie wszystkiego.
Nie wszystkie potrzeby muszą być zaspokojone; można nad tym zapanować, a jest to tym łatwiejsze, im "gorsze" otoczenie.
_________________ "Mądry nie jest ten, który martwi się z powodu niedostatku, lecz ten, który cieszy się z tego co ma."
Lubię internet, bo w internecie nikt nie wie, że jestem psem
Per aspera ad astra...
...wszędzie można dojść na piechotę
_________________ "When one is in love, one always starts by deceiving oneself, and always ends by deceiving others. This is what the world calls a romance." -->O. Wilde
Hmm.. Ja chyba bym się nie zdecydował na forum.
Czasem trzeba z kimś porozmawiać, podzielić się. A co jak nie za bardzo jest z kim? Więc moim zdaniem tak. Można zwrócić się z problemem do tych wszystkich bądź co bądź anonimowych i nieznanych nam ludzi. Tylko, że ja zrobiłbym to w formie przedstawienia problemu. "I co na ten temat sądzicie?" A nie ojej bo mi się tak i tak stało, a teraz mnie pogłaskajcie i powiedzcie coś miłego bo jak nie to się powieszę na smyczy..
Żalić się też można, ale w bardziej "osobistych" miejscach.. Żeby nie robić właśnie z siebie ofiary pod publikę. Czy jestem hipokrytą bo prowadzę bloga i trzaskam tam smuty takie, że hej? Nie sądzę. Tam robię to generalnie dla siebie, a że ktoś to czyta. Niech czyta, nie piszę po to żeby zwrócić na siebie uwagę i na to nie liczę.
_________________ this is my church, for tonight God is a DJ
co cie nie zabije, to cie wzmocni. chyba, że w końcu cie zabije.
fuck it, dude.. let's go bowling
A ja najbardziej nie rozumiem osób, chociażby z moich studiów, które to potrafią mi streścić swoje życie, albo parę aspektów naprawdę bardzo osobistych w jedną godzinkę, w kilkanaście minut, a najśmieszniejsze jest to, że owa zwierzająca się osoba, rozbierająca się ze swoich myśli dość osobistych za mną nie przepada - nie pojmuję tego kompletnie, jak można gadać o całym swoim życiu osobie, za którą się nawet nie przepada. Nie widzę kompletnie sensu w tym, jak ktoś lata po wszystkich i opowiada o wszystkich swoich sprawach z najdrobniejszymi szczegółami - przesada, jakiś umiar trzeba mieć w tym co się mówi i komu. Nie wszystkich obchodzi, co ktoś robił w weekend i jak zareagował na alkohol ...
_________________ bo w życiu ważne jest poczucie koloru !!
'W trawie piszczeć, w grzechu pluskać,
Porno-grafić i groch łuskać!
Używajmy póki czas,
Bo za 100 lat nie będzie nas!'
Ja nie potrafię się tak uzewnętrzniać. Wręcz przeciwnie: mam tendencję do ukrywania faktu, że coś mnie trapi i że jest mi źle. Bardzo rzadko i bardzo niewielu osobom potrafię o tym powiedzieć.
Nie przepadam za ludźmi na siłę użalającymi się nad sobą, próbującymi wzbudzić litość u innych. Na forach dyskusyjnych dość często można zobaczyć przypadki wypowiedzi, tematów przeróżnych opuszczonych, samotnych. Ostatnio chyba jakaś moda na to się zaczyna, bo coraz częściej tego jest.
_________________ Strong like the grass
Tall like a tree
Free like the wind
Eternally
jak można gadać o całym swoim życiu osobie, za którą się nawet nie przepada
Również mnie to nurtuje, bo też mam parę znajomych osób, które z wielkim upodobaniem stosują tę samą praktykę.
Kompletnie nie rozumiem takiego rozbuchanego ekshibicjonizmu. Okej, można być otwartym, mieć ekstrawertyczne usposobienie, nie mieć oporów przed mówieniem o pewnych rzeczach, ale jak dla mnie istnieją pewne sfery życia, o których nie rozgłasza się światu. Bo świata, a przynajmniej mnie, naprawdę nie interesuje fakt, że panna, którą lubię w stopniu bardzo umiarkowanym, a spotykam od czasu do czasu na fajce przed uczelnią, ostatnio znowu zaczęła brać pigułki antykoncepcyjne, że spędziła noc z facetem, który w zasadzie jest tylko jej kumplem, ale mimo to było miło, w zasadzie fantastycznie, robili to trzy razy, a ona przeżyła pięć orgazmów, a w ogóle to on w łóżku jest taki a taki, lubi to i to, choć z tym i tym mógłby się bardziej postarać... Ludzie! Gdzie wasze hamulce, gdzie potrzeba prywatności???
czyli dzielenie sie z ludzmi swoimi radosciani i smutkami. a wy jakie macie zdanie na ten temat?
Myślę,że wszystko zależy w jaki sposób to robimy.Chodziłam do szkoły przez dwa lata z pewną dziewczyną,która wygrała pewien konkurs Miss.Dziewczyna uwielbiała być w centrum uwagi,a z racji tego,że była miss,została modelką i prowadziła dosyć 'ciekawe' życie.Dziewczyna ta uwielbiaała rozgłaszać wszystkim o najdrobniejszych szczegółach ze swojego życia najwidoczniej przekonana,że każdego to będzie strasznie interesować..I co chwile miała do kogoś pretensje,że rozgłasza jakieś plotki,albo że cała szkoła wie już,że całowała się z tym i z tym.Nawet jej koleżanki z najbliższego grona nieraz miały tego dosyć.
Jeśli ktoś nagminnie ogłasza wszystkim o każdej swojej emocji,o szczegółach swego życia to owszem,uważam to za coś negatywnego(łagodnie ujmując).
krzak napisał/a:
czy ktos kto pisze o swoim problemie robi z siebie "ofiare"?
Jeśli pisze to niekoniecznie.Wiadomo,że jeśli to sprawa z przypadku powyżej-tyle tylko,że ktoś posługuje się internetem/komórką to uważam to za negatywne.Natomiast jeśli
krzak napisał/a:
czy forum jest dobrym miejscem aby o swoich smutkach i radosciach pisac?
to myślę,że tak.Między innymi po to forum funkcjonuje,by wspólnie rozwiązywać czyjeś problemy,doradzać.
krzak napisał/a:
czy ktos kto pisze o swoim problemie robi z siebie "ofiare"? czy taka otwartosc na ludzi jest czyms dobrym? czy moze przyniesc to jakies negatywne skutki?
Myślę,że ta otwartość jest czymś dobrym,co do skutków to wiadomo,że zależą od reakcji otoczenia.. A ktoś kto pisze nie oznacza,że robi z siebie ofiarę.Nie zawsze potrafimy poradzić sobie ze swoimi problemami i nie wszystko zawsze musimy wiedzieć.Myślę,że lepiej się spytać kogoś,niż nie pytać i ponosić z tego powodu konsekwencje swojej głupoty(?).
krzak napisał/a:
czy sami lubicie rozmawiac o swoich problemach, czy raczej zachowojecie je dla siebie.
O swoich problemach staram się nie mówić,chyba że naprawdę nie umiem sobie z nimi dać radę.Jeśli już mówię to osobom najbliższym i to ich staram się radzić w tej sprawie.Natomiast jeśli wiem,że owe osoby mogą nie znać się na sprawie to jestem w stanie spytać się czegoś np właśnie na forum.Na pewno nie chodzę i nie opowiadam o tym co czuje i co mnie boli pierwszej lepszej osoby,jestem pod tym względem bardziej skryta,wolę robić dobrą minę do złej gry.
krzak napisał/a:
czy interesuja was problemy innch? czy staracie sie komus pomoc chodby dobra rada?
Jeśli wiem,że jestem w stanie pomóc tej osobie choćby dobrą radą,czy czymkolwiek i tego nie zrobię to czuję się trochę winna temu i mam potem to głęboko na sumieniu.Raczej staram się pomagać.Nie mówiąc o tym,że czuję się wtedy z tym lepiej.
To chyba tyle
_________________ człowiekiem jestem i nic co słodkie nie jest mi obce
a propos nadmiernego obnoszenia się z problemami...
nienawidzę jak ktoś przez pół życia wędruje z przepraszająco-współczującym uśmiechem, jak ktoś wywraca oczami, zaciska usta, podnosi brwi i obraca głowę w inną stronę, kiedy coś mu się nie podoba, kiedy z tępym, maślanym wzrokiem lekko się uśmiecha do ciebie, jakby chciał powiedzieć "Ciężko mi, ale się trzymam".
NIENAWIDZĘ.
są takie osoby, które np jak do szkoły przychodzą i brzuch je boli, to po godzinie cała klasa wie, że ta osoba ma okres, zakwasy, dostała od ojca kablem od żelazka, czy też po prosu uderzyła się rano o szafkę nocną i to przeżywa.
a różnica między otwartością a robieniem z siebie wiecznie skrzywdzonej ofiary jest wg mnie taka, że osoba otwarta podejdzie i powie : "kurde, sypie mi się ostatnio wszystko, pomóż mi" i po prostu się wyżala, a ofiara będzie się patrzeć na ciebie cierpiącym wzrokiem i wzdychać pół dnia, a jak zapytasz o co chodzi to odpowie "ech, nic, życie", lub będzie ci narzekać jakie to wszystko podłe straszne i bezduszne, zamiast zrobić coś w kierunku poprawy nastroju.
czyli, w skrócie: ofiara losu to dla mnie nie ktoś, kto wygada się z problemem lub po prostu jest z jakiegoś powodu smutny i nie chce gadać, ale ktoś, kto czuje się pokrzywdzony niesprawiedliwie przez los, kto ma pretencje do świata i co drugi dzień niemal chciałby popełnić samobójstwo (i, oczywiście, to rozgłasza, żeby wszyscy wiedzieli, że cierpi), ktoś, kto teatralnie wzdycha, jęczy a potem mówi: "a nie, wiesz nieważne, nie chcę o tym gadać, to zbyt straszne...". sranie w banie...
a najgorsze jest to, że wielu robi to nieświadomie, nie zdając sobie z tego sprawy.
_________________ -Dziewczyno, jak ty mostek zrobisz, to z twojej miednicy można jeść!
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum