Wysłany: 2006-10-11, 22:58 Po co mieć dzieci? Czy one nie wykorzystują swoich rodziców?
Ze swojego rozpoznania zauważyłem, że wiele dzieci wykorzystuje swojich rodziców. Żyją u nich jak paszożyty. Żerują na ich miłości do nich. Nie mówię, że zawsze tak jest, ale często rodzice nie mogą bądź nie potrafią odpowiednio ukształtować dzieci.
Nie mogą, z powodu wpływu otoczenia, które znacznie zmienia ich światopogląd. Koledzy, nieodpowiednie środowisko itp. ( nie muszą to być jacyś narkomani, czy przestępcy młodociani) tworzą taki sposób zachowania, że rodziców traktóje się jako nie rodziców ale ludzi z którymi się mieszka i którzy utrzymują. Dzieci nie zdają sobie z tego sprawy i , pewnie, te których to tyczy zaprzeczyły by temu zarzutowi i postępowały tak dalej. One tego nie rozumieją. Myślę, że rodzicom jest przykro patrzeć jak ich dzieci schodzą powoli albo szybko na bezdroża. Ale rodzice kochają najczęściej swoje dzieci chociaż to i owo czynią. Kochają a dzieci tego nie rozumieją i ich wykorzystóją.Cóż więc, tródno jest ochronić dzieci przed wpływem zła, szczególnie w miastach.Jaki sens jest chodować roślinę która nie przyniesie żadnych owoców. Jaki sens jest posiadać dziecko które na straty i tródności nas naraża, które w rzeczywistości nami gardzi choć tego nie rozumie. Jest wiele przykładów z życia i , myślę, że każdy potrafi sobie przypomnieć jakiś przykład z życia.
Nie umieją, brak im umiejętności wychowawczych. Wtedy dziecko jeszcze łatwiej może wpaść w sidła zła. Wniosek jeśli ktoś wie, że nie ma umiejętności wychowawczych (ojciec i matka, niech lepiej dla własnegoszczęścia nie zakłada rodziny.
Jest też tak, że dziecko znajduje dobrą drogę zaczyna myśleć itd. Widać, że takich jest znacznie mniej w porónaniu z tymi którzy zbłądzili w życiu.
Dzieci nie da się ochronić przed wpływem zła, dzieci muszą je poznać i rozumieć, wtedy tylko mogą dokonać trafnego wyboru.Wiekszości jednak to nie obchodzi, są prymitywni, głupi bezmyślni bądź nikczemni . Nasza kultura , niestety sprzyja głupocie, mamy takie czasopisma jak Brawo Girls, Popcorn i inne.
Dzieci poprostu muszą być mądre by nie wybrać zła albo nieźle wytresowane, co unikać a czego nie. Chociaż myślę że w tym drugim wypadku, więcej dzieci mimo wszystko i tak może wybrać złą drogę.
Ja nie posiadam dzieci, nie dlatego, że tak postanowiłem, ale dlatego, że jestem młody, mam bowiem 18 lat.
Posiadam dwoje dzieci trochę młodsze są od Ciebie. Masz racje są osoby, które wykorzystują innych, ale myślę, że jest to problem wychowawczy. Dzieci się wychowuje a nie chowa.
A czy to nie kwestia wieku? Dorastania? Gdy chce się do późna w nocy siedzieć przed kompem, a rodzice ci zabraniają? Albo chce się iść na imprezy i wracać o 4 rano, a rodzice nie pozwalają? Kiedy już prawie jest się dorosłym, ale ma się poczucie, że siedzi się w ciele dziecka?
Tylko, że z tego się wyrasta.
_________________ Gość chcesz dowiedzieć się więcej o wilkach? Strona dla miłośników przyrody:
www.wilk.boo.pl
Dzieci nie da się ochronić przed wpływem zła, dzieci muszą je poznać i rozumieć, wtedy tylko mogą dokonać trafnego wyboru
popieram że doswiadczenia kształtuja
wow twój monolog mnie zaskoczył- czyzbys miał jakies traumatyczne przeżycia z tym związane ?/
powiem Ci ze sie mylisz bo nie kazdy 'pasozyt' chce być i mieszkac ze swoimi rodzicami- szczerze nie znam nikogo kto chce :p
kazdy predzej czy pozniej chce sie wyrwac i przestac zyc pod dachem z rodzicami ktorzy np. niejednokrotnie mowia co mozesz a czego nie.
Jesli chodzi o kase to ja juz nie jestm dzieckiem bo tez mam 18 a jednak dalej mieszkam z rodzicami. BA! nawet mi płaca za wszystko - czyzby to ozanczało że jestm pasożytem
nieee...
dzieci to owszem nie są słodkie rózowe blech bobasy ale to są juz ludzie
owszem zdarzają sie ludzie siedzący rodzicom aż do ich smierci itp. itd.
ale to sie rzadko widzi
Wysłany: 2006-10-12, 15:52
Polecający: www.google.com -> Forum ogolnotematyczne
Moi rodzice... czy wykorzystuje ich?
Rodzice mowia tak: musisz miec dobre warunki do nauki.
Mowie, ze potrzebuje jakis slownik... w nastepny dzien jedziemy do ksiegarni I wszystko za kase rodzicow...
Obowiazkow domowych duzo nie mam... ale mam sie uczyc I sie ucze ;D
Kieszonkowe dostaje normalne, niemieckie... na polskie to wzglednie duza suma... dostaje 20€, niektorzy z klasy dostaja 10, inni 40.... nie narzekam ;D
Komputer: "Siedze duzo w necie, dlatego nie ucze sie zbyt duzo" - rodzice. "Nie lubie jak grasz w tego Quake'a" - tata. Usunalem Quake.... za trzy tygodnie kupilem w korzystnej cenie oryginal, mam na komputerze, w ogole nie gram, nie jestem juz uzalzniony, obecnie jestem uzalezniony od forum, ogolnie neta
Za dobre wyniki w szkole rodzice mnie wygradzaja... chce miec najnowszy album Rammstein - bedzie, ale w najtanszej wersji i tylko wtedy jesli bede mial dobre oceny.
Nie wydaje mi sie, zebym wykorzystywal rodzicow.... sami sie na duzo zgadzaja, sami duzo proponuja... rodzica chca, zebym im opowiadal o szkole, zebym mial dobre wyniki... i tak jest.
Jesli chodzi o moje dzieci.... najpierw musze dziewczyne znalezc
_________________ cynik
braki w polskich znakach powinny byc tolerowane
wychowanie to bardzo trudna sprawa.możemy się mądrzyć ,ale nigdy nie będziemy pewni że zrobiliśmy wszystko co najlepsze dla naszy dzieci. czasem można coś przegapić ,coś przeoczyć,to miłość nam tak zasłania oczy .nie czuję się wykorzystana ,myślę że to rodzice są dla dzieci a nie dzieci dla nas :
A czy to nie kwestia wieku? Dorastania? Gdy chce się do późna w nocy siedzieć przed kompem, a rodzice ci zabraniają? Albo chce się iść na imprezy i wracać o 4 rano, a rodzice nie pozwalają? Kiedy już prawie jest się dorosłym, ale ma się poczucie, że siedzi się w ciele dziecka?
Tylko, że z tego się wyrasta.
Mnie też złości to, że rodzice nie rozumiejąc mojego ułożenia dnia, każą mi czynić co innego lub odwodzą mnie od czynności wprzód zaplanowanej lub bieżąco wykonywanej.
Muszę wtedy długo dowodzić dlaczego czynię tak a nie inaczej, zdarza się , że nie rozumieją mnie i wtedy jestem szczególnie niezadowolony, chociaż zazwyczaj się dostosowuję jeśli podtrzymują swoje postanowienie mimo mojej argumentacji.
Diszmanie muszę przyznać, że masz raczej rację. Mnie złości nadopiekuńczość rodziców. To jasna sprawa, że zakazami wiele się nie wskóra u osób które mają ukształtowany światopogląd. Jeśli chodzisz na takie imprezy codziennie, to gdybyn ja był twoim rodzicem, nie mniej mi tego za złe, niechybnie też bym ci zakazał mimo twojego wieku. Tutaj wyszedłbym z założenia że:
1. Mimo wieku jesteś moim synem, toteż ponieważ chcę dla ciebie dobrze, nie pozwolę by mój syn tak spędzał swoje życie.
2. Takie postępowanie na dłuższy czas przynosi straty mojemu synowi więc muszę coś zrobić
Każdy ma prawo do rozrywki, ale życie nie jest rozrywką.
Jeśli jednak spostrzegłbym, że mimo tego, że mój syn poświęca dużo czasu na rozrywkę, spełnia on nadobnie swoje obowiązki ( nauka, pomoc mi itd.) pozwoliłbym mu to czynić.
Oczywiści w rzeczywistości nie dopuściłbym do takiego zjawiska u mojego dziecka ale to już inna sprawa.
Jeśli dziecko moje żyje rozrywką, to w zasadzie się marnuje. Przykład ludzie którzy bez przerwy grają w gry, uciekają z lekcjii by to czynić, tym samym zaprzepaszczają swoją przyszłość.
Gdy dziecko od czasu do czasu pozwoli sobie na rozrywkę to nie mam nic przeciwko temu. Jeśli jego życie tylko wokół tego się kręci i nie można tego zmienić to uznaję je za pasorzyta. Nie potrafię powiedzieć czy gdybym miał dziecko i niestety zeszłoby na złą drogę myślałbym o nim jako o pasorzycie. Pewnie nie, bo byłoby moim dzieckiem. Ale sprawę rozpatrujemy obiektywnie.
Cytat:
powiem Ci ze sie mylisz bo nie kazdy 'pasozyt' chce być i mieszkac ze swoimi rodzicami- szczerze nie znam nikogo kto chce :p
Powiem Ci, że źle mnie zrozumiałeś. Nie twierdzę bowiem, że pasorzytami są dzieci które do końca dni rodziców, żyją na ich garnuszku, ale też takie których pobyt w domu był pasożytnictwem (np. uchylali się od pomocy komukolwiek bądź czynili to sporadycznie, ponadto po opuszczeniu rodzinnego domu zapominali o rodzicach bez przyczyny).
Sądzę, że gdy odejdę z domu rodzinnego, to czasami będę odwiedzał swoich rodziców i wspierał ich w potrzebie. Tego samego oczekiwałbym od swoich dzieci.
Nie twierdzę również, że każdy pasożyt chce być i mieszkać ze swoimi rodzicami.
Jeśli nawet nie chce ale jest pasożytem, to po co rodzic takiego utrzymywał?
Cytat:
Obowiazkow domowych duzo nie mam... ale mam sie uczyc I sie ucze
Ze mną jest podobnie. Nawet tak samo.
Kieszonkowego nie dostaję. To raczej ja się dzielę nim z rodzicami. Gdy Nie mam raczej zachcianek. Próbuję do cna wykorzystać to co mam, pieniądze zaś oszczędzam. Żal mi wydawać pieniądze przez moich rodziców zarobione na niepotrzebne rzeczy.
Moje zainteresowania skupiają się na matematyce, fizyce, chemii... To tyle nie kosztuje. Każdy ma swoje zainteresowania i ma prawo je mieć. Wydaje mi się, że moje są utylitarne. Moim sposobem spędzania wolnego czasu jest często nauka. Nie zawiadamiam rodziców o wynikach w nauce nawet gdy są świetne, rodzice dowiaduję się o tym na zebraniach. Uczę się dosyć dobrze. Osobiście nie lubię gdy rodzice mnie chwalą, wydaje mi się to sztuczne, ale w wychowywaniu ma duże znaczeni lecz mnie nie trzeba wychowywać.
Posługójemy się słowami pasożyt, pasożytnictwo. Uważam, że jest to słowo zbyt pejoratywne. Zna ktoś może lepsze słowa o tym samym znaczeniu, wszak niedobrze jest tak nazywać ludzi, chociaż na to zasługują.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum