• Szukaj • Użytkownicy • Grupy • Współpraca • Czat • Reklamuj Forum ! • Gry online • Katalog Stron
• Rejestracja • Zaloguj • Album


Poprzedni temat :: Następny temat
Autor Wiadomość

     Anakin 


Dołączył: 02 Paź 2006
Posty: 1

Wysłany: 2006-10-02, 21:31   Rozdzielność majątkowa - co mam robić???

Witajcie!

Od razu uprzedzę, że ten post może być trochę długi ale i sprawa jest poważna.

Otóż od jakiegoś czasu jestem żonaty. Moja obecna małżonka jeszcze przed ślubem po długich negocjacjach wyraziłą zgodę na intercyzę, przy czym zawarliśmy rozdzielność majątkową z wyrównaniem dorobku małżeńskiego (polega to na tym, że nasze majątki przedślubne nie podlegają ewentualnym podziałom natomiast podziałowi podlega wszystko to co osiągniemy w czasie trwania małżeństwa). Uważam, że jest to bardzo uczciwa intercyza zabezpieczajaca interesy obu małżonków. Niestety sprawa wyglada tak, że ja mam spore i ładne mieszkanie odziedziczone w spadku jeszcze długo przed ślubem a moja żona nie wniosła do naszego małżeństwa nic. Mi oczywiście to nie przeszkadzało i nadal nie przeszkadza jednakże żona uważa że taki podział to całkowity brak zaufania i ludzie którzy się kochają i sobie ufają tak nie powinni robić. Ja stoję na stanowisku, że miłość żony do mnie może kiedyś minąć i wtedy gdybym nie miał rozdzielność stracę pół mieszkania na które ciężko zapracowała moja mama. Aktualnie (jesteśmy już rok po ślubie) i żona coraz mocniej domaga się zrobienia jej współwłaścicelem mieszkania. Objawia to tym, że nie chce w zasadzie brać udziału w porządkach domowych, współuczestniczeniu w kosztach utrzymania mieszkania twierdząc, że skoro jest moje to powinienem sobie sam płacić. Oczywiście za mieszkanie płacę i nie protestuję ale przecież takie koszty jak energia elektryczna, gaz, woda czy ogrzewanie to są koszty zmienne i wynikają z użytkowania przez nas oboje a nie tylko mnie. Praktycznie żony nie interesuje nic co jest zwiazane ze sprawami mieszkania bo jak twierdzi to nie jest jej a przecież w nim mieszka, ma do niego klucze więc chyba powinno. Nie wiem co robić w tej sytuacji. Nie wiem czy dobrze zrobiłem z tą intercyzą (chociaż wielu moich znajomych też ma intercyzy i nie mają takich kłopotów - może dlatego, że ich żony też przed ślubem czegoś się"dorobiły"). Nie wiem co robić. Czy mam zrobić żonę współwłaścicelem mieszkania czy nie. Czuję z jej strony coraz większą presję. Wyrzuca mi ten argument pod byle pretekstem. Co robić?
 
 

     Kurczol  



Dołączyła: 13 Lis 2005
Posty: 1992
Skąd: z nienacka

Wysłany: 2006-10-02, 21:57   
   Polecający: baba jaga ;P


Dziwne .. nie rozumiem Twojej zony osobiscie ... moze to rzeczywiscie przez to ze ona sie niczego nie dorobila jak to okresliles. Ja osobiscie uwazam ze taka intercyza ulatwia zycie i ewentualny rozwod. Moze Twoja zona wychodzac za Ciebie myslala w ten sposob ze " bede miec to to to to" i sie chwalila kolezanka a tu ZONK i teraz chce to jakos odzyskac, w sumie cos czego nie miala. Nie wiem pogadaj z nia dowiedz sie czemu wlasciwie zalezy jej na tym mieszkaniu tak bardzo. Bo jak dla mnie to troche chore za przeproszeniem. Znam duzo przypadkow w ktorych kobieta dla podniesienia wlasnego statusu bierze slub z kims kto "ma kase". Nie wiem moze jej powody sa inne.

W kazdym razie powodzenia
_________________
mam Cie! zjem Cie!
 
 
 

     Elizabeth  



Dołączyła: 28 Lip 2006
Posty: 67

Wysłany: 2006-10-03, 06:02   

Uwazam ze intercyza byla dobrym pomyslem i nie powinienes sie z niego wycofywac, a Twoja zona powinna to uszanowac. Po czesci rozumiem jej podejscie, gdyz skoro mieszka w tym mieszkaniu i daje pieniadze na oplaty, to wedlug niej uprawnia ja to do czesci mieszkania. Jednak skoro przed slubem wspolnie podjeliscie decyzje ze mieszkanie jest tylko Twoje, to teraz ona nie powinna miec do Ciebie pretensji i wywierac na Tobie presji.
_________________
Na marmurowej wyrył płycie czas wieczne prawa dla ludzkości:
Nic piękniejszego ponad życie,
W życiu - nic ponad czar miłości
 
 

     angela  



Dołączyła: 19 Wrz 2006
Posty: 109
Skąd: krakow

Wysłany: 2006-10-03, 09:43   

Kurczol napisał/a:
Dziwne .. nie rozumiem Twojej zony osobiscie ... moze to rzeczywiscie przez to ze ona sie niczego nie dorobila jak to okresliles. Ja osobiscie uwazam ze taka intercyza ulatwia zycie i ewentualny rozwod. Moze Twoja zona wychodzac za Ciebie myslala w ten sposob ze " bede miec to to to to" i sie chwalila kolezanka a tu ZONK i teraz chce to jakos odzyskac, w sumie cos czego nie miala. Nie wiem pogadaj z nia dowiedz sie czemu wlasciwie zalezy jej na tym mieszkaniu tak bardzo. Bo jak dla mnie to troche chore za przeproszeniem. Znam duzo przypadkow w ktorych kobieta dla podniesienia wlasnego statusu bierze slub z kims kto "ma kase". Nie wiem moze jej powody sa inne.

Popieram Twoje zdanie i wysnułam z tego takie same wnioski...
Mnie się wydaje ,że jakby miało dojść do rozwodu to i ona byłaby zabezpieczona jako współwłaściciel mieszkania... ja mam podobną sytuacje ,tylko że z moja babcią i mamą. Babcia chce mieszkanie zapisać mnie, a moja mama myśli, że ja to mieszkanie oddam bratu... :zalamany:
_________________
kiedy noc odchodzi ... budze sie by z Toba byc.....
 
 
 

     krzak  



Dołączył: 03 Wrz 2006
Posty: 470
Skąd: Dolny Śląsk

Wysłany: 2006-10-03, 10:04   

to co robi Twoja zona to poprostu szantaz. bo jak inaczej mozna to nazwac. probuje wymusic na Tobie polowe mieszkania. jej argunenty sa po prostu smieszne. niedosc ze moze mieszkac w mieszkaniu ktore nic ja nie kosztowalo to jeszcze Ty masz za wszystko placic. to juz napewno przesada.
moje zdanie: powiec zonie ze jak jej sie nie podoba w tym mieszkaniu to mozecie sie z niego wyprowadzic i zamieszkac w mieszkaniu ktore wsponie wynajmiecie. a Ty masz juz kogos kto bedzie Ci chetnie placil zato ze pozwolisz mu w nim mieszkac.
ciekawe jak wtedy zareaguje?
_________________
W świcie pełnym absurdów na próżno doszukiwać się jakiejś logiki
 
 
 

     mala84  



Dołączyła: 26 Wrz 2006
Posty: 33
Skąd: koszalin

Wysłany: 2006-10-03, 10:05   

Moim zdaniem intercyza to dobry pomysł.Naprawdę nie rozumiem Twojej żony,bardzo zdziwiłam się,że ona nie chce np.posprzątac przecież ona tak samo mieszka w tym domu jak Ty.Moje zdanie jest takie,że nie powinieneś wycofywac intercyzy.POZDRAWIAM i życzę powodzenia,trzymaj się. P/S zgadzam się że to szantaż
 
 
 

     Angell  



Dołączyła: 30 Wrz 2006
Posty: 56
Skąd: probówka

Wysłany: 2006-10-05, 16:51   

Ciężka sprawa,a moje odpowiedź nie nastręczy mi tu "przyjaciół" - ale trudno,każdy moze mieć swoje zdanie , prawda?może spojrzysz na to pod innym kątem i rozmowa z żoną bedzie łatwiejsza?
Anakin napisał/a:
ja mam spore i ładne mieszkanie odziedziczone w spadku jeszcze długo przed ślubem a moja żona nie wniosła do naszego małżeństwa nic.

Anakin napisał/a:
Ja stoję na stanowisku, że miłość żony do mnie może kiedyś minąć

Widzisz to juz czy nie? TY MASZ,TWOJE - widzisz w czym rzecz?Podkreślasz, że "TY" - nie piszesz "dostałem ..." tylko "JA dostałem.." Zamiast podkreślać co was łączy, podreślasz, ze jesteś osobną jednostką-jakbyś się w ogóle nie ożenił.
Miłość zony może minąć- o tak...dlatego panowie w wieku np. 40 lat mają młodsze kochanki i się rozwodzą - zwłaszca panowie bogatsi. I zobacz, zakładasz to już teraz!!!Dziwiwsz się,że ona sie piekli? Ja nie - gdyby mi mąż powiedział świeżo po ślubie, że intercyza jest po to,że moja miłość moze minąć- minęłaby od razu - papiery rozwodowe juz by leżały u prawnika. Hola hola- teraz kazdby pomyśli, że idzie o kasę - tak nie jest.
Nie pochodzę z domu, w którym "się przelewało", nie jestem mężatką... jestem z moim facetem juz prawie 9 lat...tak 9 lat! On przeprowadził się do mnie .Przyniósł z sobą :
3 pary majtek, 3 pary skarpet, 1 bluzę,1 golf,jedną kurtkę, 2 koszulki (T-shirt),2 kurtki i 2 pary butów. Muszę to komentować? To było 8 lat temu.Miałam wtedy 17 lat - On 20.
Na życie mieliśmy 250 zł miesięcznie na dwie osoby (przez rok prawie, później 500zł - moich alimentów)- nie pracował, bo nie mógł dostać pracy .... przez 2 lata... chciał mnie zostawiać, bo nie czuł się mężczyzną, bo nie zarabiał, bo uważał,że jest dla mnie ciężarem. Ja przez 2 miesiące nie chodziłam do szkoły - bo nie miałam w czym!Po 2 miesiącach przyjechała "matka" z mordą,że do szkoły nie chodzę, zostawiła 40zł na spodnie, ale miałam po nie iść w sandałach ( w lutym!), bo na buty mi nie da :"niech ci babcia da" - jakbym matki nie miała-zadzwoniła do babci i dziadek przyjechał z kasą na buty (dziadek od strony ojca).
Teraz pracuje, zarabia mało - ale bardzo się stara! Mieszkamy w mieszkaniu komunalnym na moją matkę - sprzęty do domu dostaliśmy wygrzebane z piwnic mojej tzw.rodziny-poza pralką, kupioną za kasę która dostałam z okazji matury od "ojca".Kołdry uszyła ciocia... Mieszkanie to i tak za dużo powiedziane : nie ma gazu, ciepłej wody...okna wypadają z zawiasów...a stary zarabia 14.000 miesięcznie!Matka buja się autem za 50.000.Mam tylko alimenty = nie mam kasy na książki do szkoły...
A ty piszesz "ona nic nie wniosła do naszego małżeństwa"... - a miała co wnieść?Czy jesteś takim samolubnym materialistą, że tylko to jest dla ciebie argumentem?Dziwisz się jej?ja nie.
Mnie by przez myśl nie przeszło,żeby powiedziec coś takiego - "miłość żony do mnie może kiedyś minąć" - zobacz, jestescie rok po słubie ,a ty już robisz takie założenie.

W naszym domu nie istnieje "ja", "moje" - w naszym domu istnieje "my" - mam kartę do Jego konta, znam hasła Jego maili, konta w necie itp.Pieniądze są NASZE - a nie podział "moja wypłata,twoja wypłata". I co? Wiesz jak łatwo się tak żyje? Jak wszystko jest nasze.Nie wyobrażam sobie,że np. za rok bierzemy ślub i spisujemy intercyzę -wiele zależy od zaufania i charakteru.Wiem,że mogłabym zabrać wszystko, ale po co mi to ?Najem się tym czy jak? Telewizor nie przytuli mnie jak płacze, nie ukocha po złym dniu... to są tylko rzeczy, rzeczy nabyte.Oczywiście część mieszkania (o ile byłoby własnosciowe) odsałabym Jemu .Dlaczego???! Dlatego,że tak jak i ja wkłada coś do niego, kupujemy firanki za NASZE pieniądze itp - a w pojęciu "NASZE" mieści się także Jego część. Zobacz: inwestujecie w mieszkanie tak? np. wymieniacie okna za 5.000. - czyli ona włożyła w to 2,500 tak? I co? Przy rozwodzie oddasz jej te 2,500 czy okna wymontujesz?Zerwiesz wykładziny, kafelki tak?Nie?Jak to?Przecież ona tez za to płaciła - połowę! Jeśli nie wymontujesz okien itp. , to nic dziwnego,że ona nie chce stracić swoich pieniędzy - inwestując w to mieszkanie. Ty byś płacił za coś, czego później nie bedziesz w stanie odzyskać?Na pewno nie- to już widać po tym co napisałeś. Powiedz: oddasz jej w razie rozwodu uczciwie to co wniosła? Połowę inwestycji plus koszty amortyzacji (za np. 15 lat za te same 2,500 ona nie kupi np. 2 okien - a włożyła kasę na dwa, wiec co?odkupisz jej wtedy okna?) ? Popatrzyłeś na jej odczucia w ten sposób?Nie sądzę.

Kurczol napisał/a:
Nie wiem pogadaj z nia dowiedz sie czemu wlasciwie zalezy jej na tym mieszkaniu tak bardzo

Pomyśl też dlaczego tobie zależy tak bardzo,żeby nie miała w nim swojego udziału.

Elizabeth napisał/a:
Jednak skoro przed slubem wspolnie podjeliscie decyzje ze mieszkanie jest tylko Twoje, to teraz ona nie powinna miec do Ciebie pretensji i wywierac na Tobie presji.

Racja.Ale jest jak zwykle druga strona medalu : skoro mieszkanie jest twoje,to czemu ona ma do niego dokładać - to jakby dokładała do mieszkania sąsiadki - też nie miałaby do niego żadnych praw.Mieszkanie sąsiadki o tyle się różni, że ona w nim nie mieszka.


krzak napisał/a:
mozecie sie z niego wyprowadzic i zamieszkac w mieszkaniu ktore wsponie wynajmiecie

To też po częsci niezła myśl - razem mieszkacie, razem płacicie - ona nie musi inwestować ( także czasu potrzebnego np. na posprzątanie!"inwestować" - nie mam na mysłi tylko kasy!) w twoje mieszkanie. To jest jakiś pomysł!


mala84 napisał/a:
posprzątac przecież ona tak samo mieszka w tym domu jak Ty

Czy aby na pewno? Ona mieszka na zasdzie słuzby : służące też mogły zawsze mieszkać w domu "państwa" - sprzątały, gotowały = ale nie miały żadnych praw do tego mieszkania.Chciałabyś być "służącą" swojego męża?ja nie.

Zobacz mała jak to wszystko choro wygląda: są po slubie, już mają wspólnotę majatkową, a nadal wypłaty i oplaty dzielą na "moje" i "twoje" -gdyby kasa była wspólna nie pisałby , ze to "on" robi opłaty. A swoja drogą co ona robi?Zakupy? To dla mnie naprawdę chore i dziwne. Idę po zakupy - biorę kasę- On idzie- On bierze .Nie wyobrażam sobie,że rozbię listę albo biore paragon i w domu rozliczam :
jogurt - 2 zł - twój - oddaj kase
mleko - dziecko - po połowie - oddaj połowę
chceb - po połowie- oddaj połowę itp.!To jesto chore!

Reasumując:
Nie uważam,że powinieneś ulegać jej szantażowi! Nie namawiam cie do wciągnięcia jej jako współwłaściciela! Może dobrym wyjściem byłoby spisanie umowy, że połowa mieszkania w razie czego należy się waszemu wspólnemu przyszłemu dziecku?

Czy własnemu dziecku też odmówisz połowy mieszkania?
Może wtedy nie czułaby się tak jak teraz. Jeżeli np.zdecydujesz,że w takim razie oddasz połowę dzieciakowi, możesz zastrzec, ze matka w razie rozwodu nie ma prawa dysponować częścią dziecka -a w razie sprzedania mieszkania przed ukończeniem przez dziecko np. 18 lat zobowiązujesz się wpłacić te pieniadze na fundusz powierniczy lub coś podobnego - byle nie było możliwości stracenia tej połowy.
Ktoś inny może ci poradzi,żebyś spisał inną umowę:że w razie rozejscia i orzeczenia o winie "winny" małżonek nie dostaje nic - tylko jak widzę twoje myślenie, to gotów jesteś od dziś szukać dowodu winy swojej żony, byle tylko nie dostała ani kawałka mieszkania, bo przecież jest -co podkreślasz- "TWOJE". Nie daj boże ona jest jakąś materialistką i wyszła za ciebie tylko z powodu mieszkania (co wręcz śmiesznie brzmi! ale nie można tego wykluczyć) i zaczęłaby także szukać na ciebie haka i już macie gów** nie małżeństwo.

Porozmawiajcie o tym, tylko szczerze!
_________________
W TYM PRZEBRANIU IDIOTY JESTEś NIE DO ROZPOZNANIA
 
 
 

     mala84  



Dołączyła: 26 Wrz 2006
Posty: 33
Skąd: koszalin

Wysłany: 2006-10-06, 14:00   

Angell po przeczytaniu Twojego postu,zmieniłam zdanie choc rzadko to robię!!!
Angell napisał/a:
Ona mieszka na zasdzie słuzby : służące też mogły zawsze mieszkać w domu "państwa" - sprzątały, gotowały = ale nie miały żadnych praw do tego mieszkania
masz racje,choc wcześniej byłam innego zdania,ale PRZEMYŚLAŁAM TO.Ja z moim chłopakiem wynajmujemy stancje i on nigdy nie powiedział mi,że on płaci za swoje a płaci za to co zarobi.W naszym"domu" nie ma "twoje" czy "moje" jest nasze,kiedyś nawet mi powiedział "co moje to i Twoje" Dużo rzeczy zrozumiałam po Twoim poście i dlatego też zmieniłam zdanie.Może to komuś się nie spodobac,ale cóż... nie chcę tego ukrywac!!! Dopiero teraz zwruciłam uwagę na to,że mój chłopak podszedł do mnie i powiedział mi,że musimy podjąc decyzję czy sprzedac auto(choc miał je już przed naszym byciem,ale choc kupił je przed nami to chciał abyśmy razem podjeli tą decyzję,naprawdę dopiero teraz to zauważyłam) BARDZO SPODOBAŁ MI SIĘ TWÓJ POST.SERDECZNIE POZDRAWIAM
 
 
 

     Angell  



Dołączyła: 30 Wrz 2006
Posty: 56
Skąd: probówka

Wysłany: 2006-10-06, 17:16   

Hej mała :*
Fajnie,że dzięki temu spojrzałaś na swój związek i odkryłaś,że jesteście naprawdę RAZEM :)
I każdy kto to odkrył po tym co napisałam na pewno ma powody do radosci- kto nie, temu współczuję i życzę poważnej rozmowy z drugą połową -takiej szczerej i otwartej, takiej, żebyście mogli po niej mówić o sobie "MY" :)

Wiem,ze wielu osobom to co napisałam się nie spodoba, ale! Ja naprawdę nikogo nie namawiam do zerwania intercyzy itp. - chciałam tylko,żeby każdy zobaczył także inne odcienie takiej decyzji - a nie tylko z pozycji "MOJE".
To wasze życie, wasze zwiazki , ale chyba kazdemu ciepło na sercu , jak wie, że jest ktoś drugi i jest z nim a nie obok niego,prawda?

Ja mam taki związek , mała -jak się okazuje dopiero to odkryła- z radością jak mniemam - i naprawdę każdemu tego życzę.

W moje tzw. rodzinie było na odwrotnie:matka wniosła parcele pod 2 domy,meble itp - ojciec po ślubie wykupił mieszkanie za ich wspólne pieniądze- ale przy rowodzie on się chciał dogadać,że niby na pół i efekt jest taki,że matka zabrała jedna patelenię z domu i nic poza tym -on ukradł resztę .Tak to widzę,bo te działki budowlane (uzbrojone,z pozwoleniami itp.) były ojcowizną mojego ukochanego pradziadka (od strony matki) - urodził się tam, a dom stawiali osobisci moi prapradziadkowie - teraz to wszystko zagrabił ojciec.Dlatego teoretycznie powinnam być zaintercyzą- ona wiele ułatwia.Ale uważam,ze nawet mając intercyzę można mówić "MY" -zalezy czy się na każdym kroku tej drugiej osobie daje do zrozumienia ,że mieszka w "MOIM" domu,jeździ "MOIM" autem itp.

Wszystko byłoby ok, gdyby Anakin użył innych argumentów:
kochanie chcę prosić o podpisanie intercyzy - wiem,że mozesz się czuć przez to źle, ale prosiłbym tez żebys mnie zrozumiała: to mieszkanie wiele dla mnie znaczy- tak sentymentalnie...bardzo kochałem matkę i chciałbym jak ona,sędzić resztę swoich dni w tym domu..to jedyne co mi po niej zostało - prosze zrozum.będziemy w nim przecież mieszkac razem, a jeśli nie chcesz - wynajmiemy coś. Dla mnie to inaczej brzmi niz: moje mieszkanie, ja dostałem!

Wiesz, nie każdy ma czas sie dorobić: jeden pójdzie do pracy w tuż po zawodówce i w w ieku np. 26 lat ma samochód,wynajmuje mieszkanie ( a moze dostał w spadku ?) a inny dopiero skończył studia i ma braci czy siostry a rodzice żyją = nie dostanie mieszkania! Może rodziców nawet nie stać na wykupienie tego nieszczęsnego lokalu. I co? Mam się nie żeni?Nie wychodzić za mąż? Bo ja pracowałam po zawodówce, mam wiele, a on skończył dopiero studia i pochodzi z uboższej rodziny -nie ma nic. Ja nie mogłabym tak patrzeć na swoje serduszko kochane - może to nie jej/jego wina, że nic nie ma. A Anakin pisze to tak, że zajeżdża mezaliansem!Ach, był łaskaw poślubić "ubogą służącą". Oj, nie dziwię się,że jej przykro. Nie wiem tylko czemu nie powie "przykto mi z tego powodu, czuję się jak sługa itp" - tylko się domaga :/ to trochę dziwne.
A z drugiej strony - znamy tylko wersję szanownego małżonka- moze ona isę nie domaga tylko prosi , a on to tak odbiera, jakby była nachalna?

Na koniec akcent optymistyczny:
mala84 napisał/a:
Dopiero teraz zwruciłam uwagę na to,że mój chłopak podszedł do mnie i powiedział mi,że musimy podjąc decyzję czy sprzedac auto(choc miał je już przed naszym byciem,ale choc kupił je przed nami to chciał abyśmy razem podjeli tą decyzję,naprawdę dopiero teraz to zauważyłam)


I tym optymistycznym akcentem zakończę :) Życzę każdemu takich miłych odkryć :)

Przesyłam ciepłe buziaki:)
_________________
W TYM PRZEBRANIU IDIOTY JESTEś NIE DO ROZPOZNANIA
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



TopLista For - najlepsze fora w sieci - dodaj swoje forum do top listy

Prawdopodobnie najlepsze Forum Dyskusyjne w sieci.
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Pomagamy:
pajacyk

Sitemap:
tematy i użytkownicy


Polecamy: Reklama na forum | Pozycjonowanie | Linki |
autosalon honda | knajpy w Katowicach | Sofia | Pozycjonowanie sklepów internetowych | linux | Pozycjonowanie Stron | sydney | Kredyty mieszkaniowe pirotechnika ścianki działowe blackjack zasady tanie linie lotnicze