z jednej strony: habakuk w 2004r. w zielonej gorze. bardzo pozytywna atmosfera zarowno podczas, jak i po koncercie. wojtek to bardzo pozytywny czlowiek .. pozdrawiam go z tego miejsca
a z drugiej: born from pain w styczniu 2006r. tez w zielonej. bardzo energetyczny gig. wyszalalem sie jak glupi. pare razy dostalem w brzuch nieprzyjemnie, ale bylo zajebiscie. praktycznie zero podzialu na "artyste" i "odbiorce". czesc muzykow stala tuz obok mlynu .. i to jest najfajniejsze na koncertach hardcorowych - wszyscy stanowia jednosc sceny
_________________ you have to let your body sleep to let your soul live on..
A ja sobie byłam ostatnio na koncercie muzyki celtyckiej i tak mi się podobało, że aż tu o tym napisze. Po prostu tylko zamknąć oczy i sie rozpłynąć. Grały tylko dwa instrumenty tj. różne rodzaje dud(ów) [Lindsay jakiśtam zmieniał] i babka na charfie celtyckiej. No po prostu cud miód. A taką charfę to bym chętnie sobie sprowadziła, tamta była z 1240 roku i może jestem nienormalna ale i jakoś sie taka znajoma wydawała. Wogóle celci górą.
A co do mojego guru muzycznego Stachursky'ego (nie mylić ze Stachurskim) to niestety w Łebie można było usłyszeć jedynie marna podróbę na boskich dancingach tany tany tany bajla bajla. Pan sobie grał na syntezatorku i wyciągał bardzo rytmicznie ;] "nie potrAAAFIł bym wyrzec się CIEEEEbie, nie potrAAAfił zapomnieć tych słów' i coś tam dalej. Tańcowali ludzie, pląsali. Faaaaaaaajnie było. I czasem jeszcze tyry tyry tyry TYRY TYRY TYRY eksplołżyyyn. Polecam Łebe! Polecam !
_________________ second life syndrome.
secret exhibition. cure for loneliness.
Mi sie najbardziej podobał koncert Ingrid na którym byłam ale nie z powodu wokalistki czy jakiegos zachwytu nad jej piosenkami ale dlatego ze to byl szczegolny koncert
a ostatnio bylam na koncercie lata z radiem gdzie wystapilo 3 urodziwych pepiczków z Czech <lol> i Kombii i krawczyk
Na koncertach byłam wielu. Najlmilej wspominam chyba Myslovitz w łódzkiej Dekompresji w marcu tego roku. Zespół, ludzie i klub wytworzyli niezwykłą atmosferę. Niesmowita gra świateł, Artur i reszta zespołu, którzy dawali z siebie wszystko, moje ulubione piosenki, kilka przedpremierowych utworów... I odpłynęłam. Było nieziemsko.
_________________ Kiedy wrócę tu - jeśli wrócę kiedyś,
Kiedy znajdę to, po co szedłem wtedy,
Jeśli zapytacie, to odpowiem Wam:
Żyję, kocham, ufam i prawdę i już znam...
Wysłany: 2006-08-24, 18:41
Polecający: www.google.com -> Forum ogolnotematyczne
Ostatnio bylem na koncercie rockowym w Hambrgu... graly jakies tam nieznane zespoly, ale nawet im wychodzilo
Przyznam, ze... nigdy nie bylem na jakims prawdziwym koncercie... znaczy sie, bylem kilka razy na woodstocku, ale nic z tego nie pamietam (
Bede musial poczekac jeszcze jakies 1.5 roku na koncert Rammstein w Hamburgu Oni maja w planach zaczac trase koncertowa dopiero po premierze nastepnego albumu I bynajmniej nie koncertowego... poki co wiadomo, ze ten maxi album wyjdzie w 2007 i bedzie ciezszy, mocniejszy Jako wierny fan - nie zdrzadze Rammstein
Tak z niezapomnianych koncertów:
1. Amorphis - grali z nowym wokalistą. Byłem ciekaw jak sobie poradzi i które ze starych kawałków wrzucą w setlistę. Tomi zdecydowanie dał radę, a jak usłyszałem "Alone" i "Sign from the North Side" nie miałem pytań Piękny koncert.
2. Faust Again - był to festiwal, na którym grało sporo zagranicznych kapel, ale polski FA zgniótł ich wszyskich.
3. Sick of it All - niemalże kultowa kapela wśród zespołów grających nowojorski hardcore. Nie znałem ich wcześniej, ale to co zrobili z publiką... Nawet na głównej gwieździe ludzie tak się nie bawili, jak właśnie na "chorych od tego wszystkiego".
4. Fear Factory - co się będę na ich temat rozpisywał - "Archetype"!
I kilka wyróżnień: Deadlock, Bright Ophidia, Napalm Death, Schizma, Toxic Bonkers.
W tym roku wybieram się jeszcze na Paulo Di'Anno, Amon Amarth i Wintersun. Zobaczymy co wyjdzie z tych planów, choć na Wintersun po prostu muszę być.
_________________ Tonight I'm nothing
It doesn't matter where I've been
Delay of reaction is
The unseen movie of this life.
To jeszcze raz o koncercie życia ;] - David Gilmour w Stoczni
Skrótowo - był to świetny występ przede wszystkim Gilmoura, po którym było widać, że mu bardzo zależy na tym żeby zrobić niezapomniane widowisko. W dwóch kawałkach można było go zobaczyć jak gra na saksofonie, lap steelu i gitarze hawajskiej. Wokal taki jak za najlepszych czasów. Rick Wright też dobrze się trzymał w porównaniu z tegorocznymi fałszami w BBC ;]. Poza tym fenomenalne wykonanie Echoes, Shine On You Crazy Diamond z intro jak na albumie zagranym na kieliszkach z winem, kilka mniej znanych utworów Floydów (w tym mój ulubiony Wot's...Uh A Deal), no i miażdżąca solówka w Comfortably Numb, doskonalsza niż którakolwiek wcześniejsza. Na pewno będę pamiętał ten koncert do końca życia.
_________________ Gitara jest w porządku Johnie, ale grając na niej nie zarobisz na życie...
Coma w Sosnowcu w 2005, Kult w Spodku 2005, Porcupine Tree w Krakowie, wszystkie koncerty tegorocznych i ubiegłorocznych Juwenaliów(juwenalii- czy jak to się tam odmienia) katowickich
_________________ "Spadam
pomiędzy zdania
w niedorzeczności
bez wahania"
Koncert Mety w maju 2004 bodajże, w Chorzowie. Koncert Kultu, też jakoś w tym czasie, ale to głównie ze wzgldu na dziwne rzeczy, które działy się po koncercie. ;p Dżem na tegorocznym tyskim festiwalu (ponad trzy godziny, pięć bisów, świetny klimat). Maleńki koncert Tabu w Sosnowcu, na którym wybijało korki, sypało się nagłośnienie i ogólnie technicznie było do bani, za to klimat był nieziemski: jeszcze nigdy po koncercie nie częstowałam całej kapeli krówkami. ;p Wszystkie koncerty Pogodna, Riverside też.
A poza tym to te imprezy, na których pijane małolaty nie nawalają się pod sceną. (:
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum