Nie lubię się spijać tak że sam siebie się wstydzę, a na szczęście nie mam problemów z ilością pitego alkoholu. Można się przynajmniej naoglądać co inni wyprawiają po % Chociaż czasami nie jest nawet śmiesznie, hm.
_________________ Zgaduj zgadula a trafisz do ula, za pszczelim przewodem pójdziemy za miodem.
zdecydowanie nie, ale rodzice już się przyzwyczaili, że co rusz poznają nowych kolegów, którzy mnie odnoszą do domu, więc się tym zbytnio nie przejmuję
_________________ ...z sufitu płynie żel, wyżeluję Ciebie, Ty wyżeluj mnie...
Owszem. Metodą prób i błędów już dawno ustaliłam, ile wypić powinnam, ile wypić mogę oraz ile stanowi w moim przypadku dawkę śmiertelną, więc przy rozmaitych alkoholowych okazjach pozostaję na ogół rozsądnie między pierwszą a drugą wytyczną, do trzeciej nawet się nie zbliżając. Wyrosłam już z pijackich eksperymentów, wiem, jakie alkohole mi sprzyjają, jakie sprzyjają mniej, jakie nie sprzyjają w ogóle - tych ostatnich nie tykam więc po prostu. A z pozostałymi nie przesadzam, u schyłku życia wychodząc już z założenia, że niewiele jest żałośniejszych widoków od naprutej jak szpadel panny, która bełkocze coś od rzeczy w pijackim amoku, święcie przekonana, że posiadła właśnie mądrość Wszechświata. A potem ląduje lirycznie w pobliskich krzaczorach albo toalecie, aby się uzewnętrznić. Żenła.
_________________ Częściej patrzę się na wschód
Chłopiec z rysunkową teczką
Kęsy zimowego słońca
Chłopiec zjada łyżeczką
A potem ląduje lirycznie w pobliskich krzaczorach albo toalecie, aby się uzewnętrznić. Żenła.
Kolejną żenłą dla mnie jest to, jak owa dziewczyna chwali się tym, jak to się uchlała, gdzie ona nie wylądowała, czego nie pamięta itp. jakby naprawdę miała się czym chwalić, jakby cały świat miał jej zazdrościć, jak to ona wymiotowała. Jak dla mnie nie ma się czym chwalić, nie ma czego zazdrościć, naprawdę.
Dawno przestało mnie bawić picie dla samego picia, kto więcej - jeżeli to w ogóle mnie bawiło kiedykolwiek. Piję to co lubię w ilości takiej, by mi jakoś nie zaszkodziło. I o dziwo, jeśli nie wypiję więcej od znajomych, nikt mnie nie wyśmieje, wow.
_________________ "Dobrze jest, psiakrew, a kto powie, że nie, to go w mordę!"
'Ooo, jak on mi strasznie pokaże!!! Ooo, jak ja okropnie zobaczę!!!' wszystko gra
Jak dla mnie nie ma się czym chwalić, nie ma czego zazdrościć, naprawdę.
Refleksja dnia następnego nad tym, co po pijaku się mówiło czy robiło bywa niekiedy dotkliwsza niż same fizyczne objawy zachlania. Zdecydowanie przyjemniejsze są takie lekko kacowe, w sumie bardziej niedospane, niż przepite niedzielki.
Colorblind napisał/a:
I o dziwo, jeśli nie wypiję więcej od znajomych, nikt mnie nie wyśmieje, wow.
Z kim Ty się bujasz? 0.o
_________________ Częściej patrzę się na wschód
Chłopiec z rysunkową teczką
Kęsy zimowego słońca
Chłopiec zjada łyżeczką
no właśnie nie wiem, ale zdaję sobie z tego sprawę, że nie jestem mtv i nie mam czym przyszpanować, no wiesz tekst, który powali wszystkich: 'ej wiecie, wczoraj się tak ubzdryngoliłam, że nic nie pamiętam, ale było śmiesznie, ha ha' niestety, nie mogę takim tekstem zachwycić, powalić na kolana ;( Dlaczego? Bo ja głupiaż wiem ile powinnam wypić, ile mi frajdy dany alkohol sprawi, bo ilość największa nie dla mnie. Nie jestem w ogóle mtv.
sis napisał/a:
Refleksja dnia następnego nad tym, co po pijaku się mówiło czy robiło bywa niekiedy dotkliwsza niż same fizyczne objawy zachlania.
I co najlepsze jest to najczęściej refleksja osób postronnych, a nie tych, które to się upiły Cóż to za uczucie, dowiadywać się od innych, co się wyprawiało. A potem się tym chwalić.
_________________ "Dobrze jest, psiakrew, a kto powie, że nie, to go w mordę!"
'Ooo, jak on mi strasznie pokaże!!! Ooo, jak ja okropnie zobaczę!!!' wszystko gra
A ja po tym, jak usłyszałam ile pustych kalorii zawiera KAŻDY alkohol doszłam do wniosku, że każda ilość wody ognistej jest dla mnie za duża i jestem jeszcze bardziej pewna, że nigdy się nie upiję, bo będę nie tylko zachowywać się żałośnie, ale na dodatek będę gruba ;P
I co najlepsze jest to najczęściej refleksja osób postronnych, a nie tych, które to się upiły Cóż to za uczucie, dowiadywać się od innych, co się wyprawiało.
Nie, najgorszy jest chyba jednak taki autoniesmak. Kiedy rano człowiekowi we łbie tańcuje, wie, że wypił i wie, że było to dużo - tak dużo, że miło byłoby w związku z tym nie pamiętać, a mimo to pamięta. I tak sobie siedzi, walczy z abrakadabrą pod czaszką i przypomina sobie dokładnie przebieg wieczoru i głupoty, które opowiadał. Licząc przy okazji i na to, że reszta wypiła więcej i ma słabszą pamięć.
Dlatego właśnie na imprezach bardzo lubię sączyć sobie coś niezgonotwórczego i obserwować Bywa z tego ubaw po pachy.
Sol napisał/a:
A ja po tym, jak usłyszałam ile pustych kalorii zawiera KAŻDY alkohol
Złe wieści dla Ciebie, dobre dla miłośników wódki - ona ma ich najmniej. Choć nadal puste
_________________ Częściej patrzę się na wschód
Chłopiec z rysunkową teczką
Kęsy zimowego słońca
Chłopiec zjada łyżeczką
Nie, najgorszy jest chyba jednak taki autoniesmak. Kiedy rano człowiekowi we łbie tańcuje, wie, że wypił i wie, że było to dużo - tak dużo, że miło byłoby w związku z tym nie pamiętać, a mimo to pamięta. I tak sobie siedzi, walczy z abrakadabrą pod czaszką i przypomina sobie dokładnie przebieg wieczoru i głupoty, które opowiadał. Licząc przy okazji i na to, że reszta wypiła więcej i ma słabszą pamięć.
Tyś chyba zdurniała, przeca to właśnie chodzi oto, by się tym pochwalić, no proszę Cię - przeskoczyć swoje granice w piciu: 'słuchaj, pamiętam, co wczoraj robiłem, znaczy się za mało wypiłem, trzeba to poprawić'. I tak do skutku, aż się pozna prawdziwą granicę w piciu. Trzeba się czymś chwalić prawda? Mieć jakąś radość w życiu? ;> No.
sis napisał/a:
Dlatego właśnie na imprezach bardzo lubię sączyć sobie coś niezgonotwórczego i obserwować Bywa z tego ubaw po pachy.
bywają nawet takie dni, gdy w ogóle nie mam ochoty na picie, albo tylko na delikatne sączenie czegoś bardzo niskoprocentowego, i rzeczywiście z obserwacji takich wynika niezły ubaw. Co kto lubi, jedni bawią się widokiem innych, inni swoim
sis napisał/a:
dobre dla miłośników wódki - ona ma ich najmniej
żubrówka <3
_________________ "Dobrze jest, psiakrew, a kto powie, że nie, to go w mordę!"
'Ooo, jak on mi strasznie pokaże!!! Ooo, jak ja okropnie zobaczę!!!' wszystko gra
Złe wieści dla Ciebie, dobre dla miłośników wódki - ona ma ich najmniej.
Nie zmienia to faktu, że setka ma chyba coś koło dwustu kalorii. A duże piwo prawie 500
sis napisał/a:
tak sobie siedzi, walczy z abrakadabrą pod czaszką i przypomina sobie dokładnie przebieg wieczoru i głupoty, które opowiadał.
Choć w sumie taki stan może pozwolić na uniknięcie kontroli w tramwaju. Mój kolega miał taką sytuację - wypił... odrobinę za dużo i nie wiedzieć czemu zapaskudził koc w mieszkaniu kumpla, u którego odbywała się impreza. Nad ranem wyprawiono więc mojego kolegę razem z tym kocykiem do jego własnego mieszkania, a w trajtku, do którego wsiadł, roztaczany aromat skutecznie trzymał na odległość kanara ;p
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum