Wysłany: 2006-04-06, 07:38 znacie swoje granice w piciu?
znacie swoje granice w piciu? wiecie kiedy przestac? macie jakies dobre sposoby na zamułke? albo na kaca:P
Ojciec mojej kolezanki, jak szedł do baru, to wybierał sobie najbrzydszą babke w całym barze... pił dopoki mu sie nie spodoba:D jak juz mu sie zaczela podobac, to szedl do domu:D
_________________ ---------------------
grunt to podstawa:D
Dołączył: 08 Mar 2006 Posty: 87 Skąd: CDZ (Czeladź)
Wysłany: 2006-04-06, 11:24
Ja chyba znam, bo niekiedy podczas imprezy, zatrzymuje sie na chwile i mysle " o kur**, ale jestem naje***" i wtedy daje spokoj ale pawie nigdy nie lataja :wink:
_________________ "I got dre in the back, ridin on 22's
Bitches screamin 'let me ride', it must be the shoes
Red and black g6's, red dot on the glock
I'm goin 3x platinum dawg how do I stop?
I'm hot!"
ja nie znam swoich granic, bo są ruchome
ale muszę naprawdę sporo popić, żeby walnąć pawia albo biegać na golasa po mieście, a więc spoko
zazwyczaj nikogo nie stać na to, żeby mnie tak schlać, a tym bardziej mnie samej
_________________ przed chwilą miałeś/aś zaszczyt przeczytać wypowiedź Sowiska. Jak się czujesz?
Ja swoje granice znam , zawsze objawiają się tak samo: w pewnym momencie alkohol przestaje mi smakować i staje w gardle, przełykam z trudem, czuję się, jakby mi się gardło skurczyło i to jest ostatni kieliszek (lub łyk, zależy co piję ), kolejny nie dałby się już przełknąć, a przynajmniej takie mam wrażenie. A ilość jest ściśle połączona z tym ile jadłam w ciągu dnia, jeśli nie za dużo, to pierwszy kieliszek jest tym ostatnim. Znajomi zaśmiewają się do łez, bo twierdzą, że nigdy czegoś takiego nie widzieli.
A co do kaca, to zdarza mi się tylko po zmieszaniu kilku gatunków wódek, raz sprawdziłam i nigdy więcej nie mam zamiaru. Z jednym gatunkiem mój organizm radzi sobie świetnie i mnie nie dręczy na drugi dzień bez względu na ilość jaką w siebie wlałam.
Mało piję, rzadko piję. Nie wiem więc.
I nigdy tyle, by być 'zalanym'.
A to, że się nie wymiotuje, wcale nie jest dobre, bo oznacza, że łatwiej nasz organizm przyjmuje alkohol, nie walczy z nim. A wtedy szybciej można się uzależnić. I popaść w alkoholizm.
_________________ to co widzisz w lustrze to nie jest odbicie
to tylko maniera, to nie jest życie
w naszych źrenicach jest za mało boga
a droga jest prosta, czy jest kręta droga
ja nie znam swoich granic. bo zawsze mieszam. po prostu piję wszystko, ci mi wpadnie w ręce. ale kaca miałem tylko raz w życiu. i nie będę tutaj pisać po czym...
ale tak do 5 browarów to na luzie.
_________________ pewnego dnia postanowiłem zmienić swoje życie. przestać pić, rzucić palenie, zacząć chodzić na siłownię i zdrowo się odżywiać.
Dołączyła: 11 Mar 2006 Posty: 2385 Skąd: Częstochowa
Wysłany: 2006-04-06, 15:28
Polecający: bierdonka
a ja tam nie wiem ;p ale kaca miałam po ostatnim sylwestrze ! to był hardkor i od tej pory nie pije nic ! nie lubie piwa , nie opije sie piwem bo prędzej zwymiotuje od zapachu , nigdy nie zygałam po imprezie ani w trakcie ;p zreszta nie pije co tydzien ;] tylko okazyjnie , jak ejst cos sczegolnego , ale to chyba kazdy ;p
ja pijezazwyczaj co tydzien bo co tydzien jest jakas impreza granic nie ma zawsze pije tyle ze by na poczatku miec wkrete czyli tak z cwiarte i 2 piwka potem sobi dancuje lub robie inne ciekawe rzeczy a jaksie zaczynam zamulcze zmeczenia lub nudow to zaczynam picdalej czsem mam kaca czsem nie ropznie to bywa ale sprwdzone sposoby to kefir+paracetamol lubsetka vodki to pomaga najlepiej
jak juz jestesmy przy tym temacie... ostatnio bylem z kumplem na piwku, ja wypilem 4 i zaczelo szumiec, on wypil 12 i stwierdzil ze wodka by sie przydala bo nic go nie bierze:]
a wczoraj wyrwalem sie z innym ziomkiem z imprezy, szlismy na knysze a ze bylo ok 2:00 to policaje musiały nas spisac, nie byloby w tym nic 'specjalnego' gdyby nie fakt, ze moj kumpel (napruty troche:D troche bardzo:D), zapomnial jak ma na imie jego mama:D:D:D
_________________ ---------------------
grunt to podstawa:D
Ja niestety wiem ile mogę i co mogę. Piszę "niestety" bo musiałem się o tym przekonać. Już wiem, że duże ilości piwa zmieszanego z chipsami powodują u mnie "rozmawianie z sedesem". Tak samo jest z mieszaniem różnych trudnków. Jak zaczynam pić wódkę, to tylko ją piję. Nawet wtedy z szampanem uważam (czyli wnioskować można, że za sylwestrami tak bardzo nie przepadam).
Podziwiam ludzi, którzy mogą wypić 12 piw (to w końcu 6 litrów). Ja bym nie dał rady wypić 6 litrów wody gazowanej, a co dopiero mówić o piwie.
Zresztą mój stosunek do alkoholu się zmienia. Jak piję piwo to dla smaku, a nie żeby było wesoło. Na imprezach niektórzy mówią, że mam twardy łeb, a to nie prawda. Po prostu go oni dalej polewaja i dalej piją, to ja idę się trochę pobawić z koleżankami Człowiek się wyskacze, zmęczy (trzeźwieje szybciej), przychodzi do stołu i dalej może w siebie wlewać i tak do rana. Efekt jest taki, że kumpli wynoszą, a ja wychodzę równym krokiem
_________________ Gość chcesz dowiedzieć się więcej o wilkach? Strona dla miłośników przyrody:
www.wilk.boo.pl
Podziwiam ludzi, którzy mogą wypić 12 piw (to w końcu 6 litrów). Ja bym nie dał rady wypić 6 litrów wody gazowanej, a co dopiero mówić o piwie.
A ja w ogóle ich nie podziwiam. Niszczą sobie zdrowie, wątrobe i nic nie mają z tego, że tyle potrafią w siebie wlać.
_________________ to co widzisz w lustrze to nie jest odbicie
to tylko maniera, to nie jest życie
w naszych źrenicach jest za mało boga
a droga jest prosta, czy jest kręta droga
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum